Daniel Jansen VanDoorn dla s-w-o.pl: Każdy z nas stawia sobie ambitne cele

W pierwszym meczu tegorocznej edycji Memoriału Huberta Jerzego Wagnera Rosjanie wygrali z Kanadą 3:1. Środkowy reprezentacji Kraju Klonowego Liścia cieszy się, że jego drużyna może spróbować swoich sił w walce z tak dobrymi drużynami biorącymi udział w turnieju.

Jak ocenisz Waszą dyspozycję w dzisiejszym spotkaniu z Rosjanami?

Daniel Jansen VanDoorn: Z pewnością nie jesteśmy teraz w najwyższej formie, ponieważ mieliśmy przerwę i kilka dni wolnego. Dopiero niedawno zaczęliśmy znowu trenować. Była to dobra okazja dla całej drużyny, aby zdobyć więcej doświadczenia rywalizując z tak świetną ekipą, jaką jest Rosja. Cieszę się, że mamy możliwość zmierzyć się w tym turnieju z takimi drużynami jak Rosja, Polska i Francja, kiedy zespoły te są w dobrej dyspozycji, trenując i przygotowując się do zbliżających się Mistrzostw Europy.

Spędziliście kilka dni w Kędzierzynie-Koźlu, trenując z ZAKSĄ. Były to tylko treningi czy rozegraliście jakiś sparing?

Nie graliśmy ze sobą żadnego meczu. ZAKSA rozpoczęła okres przygotowawczy, a my mieliśmy okazję trenować w ich obiektach. Było to kolejne ciekawe doświadczenie – zobaczyliśmy, gdzie i jak trenuje obecnie najlepsza polska drużyna. Nie grałem w Polsce zbyt wiele razy, ale z tego co teraz widzę, oceniam wszystko bardzo pozytywnie.

Co konkretnie Ci się spodobało?

Myślę, że nie będzie przesadą, jeśli powiem, że większość Kanadyjczyków kocha Polskę. Ja na pewno! (uśmiech). W Waszym kraju są najlepsi kibice siatkówki na świecie, którzy tworzą niesamowitą atmosferę na meczach. Nawet jeśli hala nie jest do końca wypełniona, gdy zamkniesz oczy i usłyszysz doping, masz wrażenie że wiele tysięcy ludzi przyszło kibicować swojej drużynie. To jest piękne. Bardzo podoba mi się też miasto, w którym rozgrywany jest turniej. Spędziliśmy dwa dni w Krakowie i mieliśmy okazję, aby trochę pozwiedzać. Poza tym, muszę powiedzieć, że polskie jedzenie jest bardzo dobre! A obiekty, w których trenujemy i gramy – siłownia i hala – stoją na najwyższym stopniu, są nowoczesne i niesamowite. Mam nadzieję, że jeszcze będziemy mieli okazję pozwiedzać trochę więcej tego pięknego miasta w niedzielę po zakończeniu turnieju.

Powołanie do kadry Kanady otrzymałeś dwa lata temu, gdy drużynę prowadził Glenn Hoag. Czy widzisz jakieś różnice pomiędzy sposobem trenowania Waszego poprzedniego a obecnego trenera? Obaj mają podobną filozofię prowadzenia drużyny, czy jednak są wyraźne różnice?

Niektóre rzeczy są bardzo podobne. Glenn Hoag był trenerem Stephane’a Antigi w Paris Volley, więc może Stephane coś pamięta z tych treningów (uśmiech). Oprócz podobieństw jest jednak wiele różnic. Na przykład, Glenn Hoag skupiał się na strukturze gry, od razu krytykował lub chwalił, zależnie od sytuacji. Stephane z kolei chce, abyśmy sami byli bardziej zaangażowani w grę i podejmowali więcej decyzji – czeka na nasze akcje i działania i dopiero później podaje swoje rozwiązania. Taka zmiana mogła wyjść na dobre, chociaż nie można powiedzieć, który sposób trenowania jest lepszy. Teraz mamy inny styl gry, ale radzimy sobie nieźle.

Ostatni sezon spędziłeś we francuskim Tours VB. Zostajesz tam również na kolejny?

Nie, obecnie jestem bez kontraktu. Chciałbym zagrać w polskiej lidze – po francuskiej byłby to dla mnie krok naprzód i poziom wyżej. Niestety wszystkie polskie drużyny mają już praktycznie komplet środkowych.

Masz jakieś ciekawe propozycje, które rozważasz?

Prowadzę rozmowy z kilkoma klubami i jesteśmy na etapie negocjacji, ale ciągle jestem otwarty na nowe oferty.

Podsumuj w kilku słowach ubiegły sezon w Tours VB.

Nie poszło nam zbyt dobrze w lidze francuskiej, zarówno w grze o medale Ligue A, jak również w Pucharze Francji. Po tym nieudanym sezonie pozostała nam walka w Pucharze CEV, gdzie dotarliśmy do finału. Zmierzyliśmy się z Trentino i udało nam się wygrać ten puchar, co odrobinę zrekompensowało nasz wynik w lidze. Był to miły akcent na zakończenie sezonu. Cieszę się z tego okresu czasu, który miałem okazję spędzić w Tours.

Przejdźmy do tegorocznej Ligi Światowej – jakie to uczucie zdobyć pierwszy medal dla Kanady w takim wydarzeniu?

Byłem bardzo podekscytowany i szczęśliwy. Wiedziałem od dłuższego czasu, że nasza drużyna ma w sobie „to coś”, że możemy wspólnie dokonać czegoś wielkiego. Ekipa, która ciężko pracuje, a przy okazji dobrze się ze sobą dogaduje i jednoczy, prędzej czy później osiągnie sukces. Sporo musieliśmy zaryzykować – nowy skład, niezbyt ze sobą zgrany i mało doświadczony na arenie międzynarodowej rzucony trochę na głęboką wodę od razu do ważnego światowego turnieju. Jednak ich talent i zdolności w połączeniu z ciężką pracą wszystkich zawodników i całej drużyny przyniosły wymarzony efekt.

Po tym sukcesie, jakim jest brąz Ligi Światowej siatkówka w Kanadzie zapewne zyskała więcej kibiców. Prawdopodobnie również większe są oczekiwania wobec Was i fani mają nadzieję na kolejne sukcesy i medale. Przed Wami rozgrywki o Puchar Panamerykański – czy sądzisz, że uda Wam się sprostać temu zadaniu i zdobyć to trofeum?

Oczywiście, każdy z nas ma taką nadzieję. Jestem pewny mojej drużyny – myślę, że połączenie tych młodych talentów, które dopiero w tym roku odkryliśmy z doświadczeniem kilku zawodników tworzy naprawdę dobrą drużynę z wielkimi ambicjami i potencjałem. Brąz Ligi Światowej był świetnym wynikiem, ale każdy z nas mierzy wysoko i wiemy, że to dopiero początek naszej drogi do najlepszych drużyn świata. Motywacji nam nie brakuje, aby zdobywać kolejne sukcesy dla kanadyjskiej siatkówki.

Rozmawiała Katarzyna Mac

Facebook Comments