Czym zaskoczy nas Effector Kielce w nowym sezonie?

Effector Kielce w sezonie 2014/2015 zajął dopiero dwunastą lokatę. Na pewno przed startem rozgrywek wszyscy liczyli na więcej, kibice, zarząd, sztab i sami zawodnicy. Parkiet okazał się jednak brutalny i kielczanie zaprezentowali się dużo poniżej oczekiwań.

Do minionego sezonu Effector przystępował po dużych roszadach w składzie, zarówno wśród zawodników jak i sztabu szkoleniowego. Asystentem Dariusza Daszkiewicza został Adam Swaczyna, a statystykiem klubowym Damian Musiak. Drużynę przed startem rozgrywek opuścili: Dawid Dryja, Piotr Orczyk, Cristian Poglajen, Nikodem Wolański, Łukasz Polański, Piotr Lipiński i Bruno Romanutti. Do zespołu natomiast dołączyli: Grzegorz Pająk, Marcin Janusz, Andreas Takvam, Jędrzej Maćkowiak, Adam Sobota i Rozalin Penchev. W trakcie sezonu umowę z klubem podpisał również Humberto Machacon.

Ubiegły sezon upłynął w Kielcach pod znakiem kontuzji, które raz po raz krzyżowały plany drużyny. Już na samym początku rozgrywek z gry wypadł Sławomir Jungiewicz i Andreas Takvam, a Bartosz Krzysiek dopiero co wracał po ciężkiej kontuzji. – Jesteśmy nowo tworzonym zespołem, a kontuzje na pewno nie pomagają nam w dotarciu, jednak pomimo problemów zdrowotnych musimy wychodzić na boisko i prezentować odpowiedni poziom – a moim zdaniem – na razie z tym poziomem się rozmijamy.- mówił atakujący kielczan grający z numerem „17” na koszulce po meczu z LOTOSEM Trefl Gdańsk w ERGO ARENIE.

Podopieczni Dariusza Daszkiewicza swój pierwszy mecz w sezonie wygrali dopiero w siódmej kolejce, pokonując dość niespodziewanie Cuprum Lubin. W całym sezonie Effector wygrał zaledwie 10 spotkań. Fazę play-off rozpoczął od udziału w rywalizacji o miejsce 5-12. Dwukrotnie pokonał AZS Częstochowę, ale w II rundzie musiał uznać wyższość podopiecznych Gheorghe’a Cretu i przystąpić do spotkań o 9-12 lokatę z Indykpolem AZS Olsztyn. Kielczanie nie znaleźli jednak recepty na dobrze grających zawodników Andrei Gardiniego i tym samym pozostała im walka o 11 miejsce w tabeli. Ta sztuka im się nie udała, bowiem na drodze stanął zespół z Będzina. W tym dwumeczu kielczanie ulegają przeciwnikowi 3:0 i 3:1. Ostatecznie więc Effector musiał zadowolić się dwunastą pozycją.

 

Najlepiej punktującym i jednocześnie najlepiej blokującym zawodnikiem sezonu 2014/2015 był Mateusz Bieniek, który w ciągu 31 meczów zdobył 301 pkt, w tym 63 bloki punktowe. Jego znakomita postawa została dostrzeżona przez trenera reprezentacji Polski, Stephane’a Antigę. Mateusz został powołany na mecze Ligi Światowej i wystąpił już w pierwszym meczu przeciwko Rosjanom, w którym zanotował 100% skuteczności w ataku. Bieniek został okrzyknięty największym odkryciem tego sezonu kadrowego, jego nazwisko pojawiało się na łamach prasy w różnych siatkarskich zakątkach tego świata.

Effector Kielce to drużyna, która od zawsze daje szanse młodym i perspektywicznym zawodnikom na pokazanie swoich umiejętności w PlusLidze. – Nie boimy się inwestować w młodych, zdolnych i ambitnych zawodników. Dwa lata temu zaryzykowaliśmy i podpisaliśmy kontrakt z Mateuszem Bieńkiem, o którym wtedy jeszcze nikt nie słyszał. Dziś serce rośnie w czasie meczów reprezentacji Polski, w której Mateusz wychodzi w pierwszej szóstce, że to właśnie Kielce dały mu szansę na rozwój i rozkwit jego siatkarskiej drogi. – kontynuuje Jacek Sęk, sternik kieleckiego klubu, który również w tym sezonie zakontraktował młodych siatkarzy, którzy chcą podbić plusligowe parkiety.

Dlaczego zawodnicy wybierają kielecki klub? – Projekt drużyny młodej, która tak naprawdę nie ma określonych celów oprócz jednego – walka w każdym meczu.– tak komentuje swój wybór Krzysztof Wierzbowski, który ostatnie lata spędził nad morzem w drużynie LOTOSU Trefla Gdańsk. Jaki cel stawiają sobie zawodnicy? – Zespół z Gdańska pokazał w poprzednim sezonie, że mądre ruchy transferowe oraz bardzo ciężka praca, trzymanie się przez każdego w drużynie taktyki oraz zasad, pozwala na wykonanie spektakularnego przeskoku jakościowego, a co za tym idzie miejsca w tabeli. Jeśli wszyscy będą szli w tym samym kierunku i dołożymy ciężką pracę, to możemy się miło zaskoczyć na koniec przyszłego sezonu. Na chwilę obecną jednak traktujmy wszystkie zespoły jako lepsze od nas sportowo.- kończy swoją wypowiedź „Wierzba”.

Krzysztof Wierzbowski jeszcze w barwach LOTOSU Trefla Gdańsk (sezon 2014/2015)

Siatkarze w okresie przygotowawczym rozegrali wiele gier kontrolnych. W Gliwicach najpierw przegrali z mistrzem Kazachstanu, Tarasem, a potem zremisowali 2:2 (na rozegranie tylko czterech setów umówili się trenerzy). W charytatywnym meczu z Lokomotivem Charków kielczanie musieli uznać wyższość rywali – 2:3 (27:29, 25:23, 25:23, 22:25, 10:15). W turnieju w Piwnicznej kielczanie zajęli pierwsze miejsce – pokonali Slavię Svidnik i Stroitel Mińsk, ale przegrali z Nitrą Ekonom, dowodzoną przez Marka Kardosa. Po drodze podopieczni Dariusza Daszkiewicza brali udział również w Turnieju Międzynarodowym w Raciborzu, podczas którego pokonali ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle. Ponadto wygrali w Memoriale Janusza Sobola i turnieju w Rypinie. – Nie przywiązywałbym dużej wagi do meczów kontrolnych. Dobrze, że podczas sparingów wykonujemy to co sobie założymy. Jeszcze daleka droga do tego, żebyśmy się cieszyli. Mamy młody zespół i każdy element jest do dopracowania. Musimy pracować dwa razy więcej niż pozostałe zespoły, ale mamy fajną drużynę i ważne jest to, że chcemy się rozwijać – mówi Krzysztof Wierzbowski, który dołączył do kadry Effectora w tym sezonie.

Występy kieleckiej drużyny mogą napawać optymizmem przed sezonem. Czym zaskoczą nas w tym sezonie podopieczni Dariusza Daszkiewicza? Na odpowiedź musimy jeszcze trochę poczekać!

Effector rozpocznie zmagania u siebie z PGE Skrą Bełchatów, a więc już na starcie czeka ich arcytrudne zadanie. Jak sobie z nim poradzą?

Skład Effectora Kielca na sezon 2015/2016:

Atakujący: Sławomir Jungiewicz, Grzegorz Szymański

Przyjmujący: Krzysztof Wierzbowski, Adrian Buchowski, Igor Vitiuk

Środkowi: Mateusz Bieniek, Jędrzej Maćkowiak, Andreas Takvam, Andrzej Orobko

Libero: Szymon Biniek, Damian Sobczak

Rozgrywający: Michał Kędzierski, Marcin Komenda

Facebook Comments