Wczoraj reprezentacja Polski pokonała w czterech setach drużynę Bernardo Rezende w ćwierćfinale tegorocznego turnieju Ligi Narodów, rozgrywanego w łódzkiej Atlas Arenie. O przebiegu tego spotkania rozmawialiśmy z Marcinem Januszem, rozgrywającym Biało-Czerwonych.

Pomimo słabego początku meczu, kiedy rywal dominował na boisku, udało Wam się przetrwać ten trudny moment i tym samym macie sposobność do obrony tytułu sprzed roku.

Marcin Janusz: Takie zwycięstwo na pewno buduje, powtarzaliśmy to w poprzednich sezonach i będziemy powtarzać to w dalszym ciągu. Kiedy na początku meczu nic się prawie nie klei, przeciwnik gra świetnie, trzeba to zaakceptować. Dlatego cieszy wygrana z Brazylią, bo jest niezwykle cenna. Po raz kolejny wracamy z dalekiej podróży, nie załamujemy się słabszymi momentami, a jak już poczujemy krew, to jesteśmy w stanie dobić tak świetnie grającego przeciwnika. Jest to niezwykle cenna lekcja, prawdopodobnie czeka nas jeszcze wiele takich meczów w sezonie.

Przegrany mecz z Brazylią nie byłby dobrym prognostykiem przed zbliżającymi się Igrzyskami Olimpijskimi, tym bardziej, że gracie u siebie i kibice bardzo na Was liczą. W przypadku porażki w głowie mogłyby się kłębić czarne scenariusze, a tak pewność siebie będzie Was niosła aż do Paryża?

Negatywne myślenie staramy się zostawić z boku. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę z tego, w jakim miejscu gramy turniej i co działoby się w przypadku naszej porażki z Brazylią, kiedy zakończylibyśmy przygodę z VNL. Dla nas liczy się siatkówka i to co dzieje się na boisku. Chcemy grać cierpliwie, nawet jak coś nam nie wychodzi, to ze spokojem podchodzimy do wydarzeń na parkiecie. Szukamy wtedy powrotu do naszej dobrej gry i czekamy na okazje, które daje nam przeciwnik.

Czeka Was teraz dzień odpoczynku przed półfinałem. Co zamierzacie robić?

Nie będziemy grać meczu, ale chcemy obronić tytuł. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak trudne to będzie wyzwanie, bo przyjechało tutaj wiele świetnie grających drużyn. Jesteśmy jednak gotowi na prawdziwą walkę. Wolniejszy dzień na pewno nam się przyda na regenerację, a później wracamy do walki o medale.

Trudniej zdobywa się czy broni tytułu?

Na razie trudno powiedzieć, bo turniej wciąż trwa. Jedyne co mogę powiedzieć w tym momencie to to, że było go naprawdę ciężko zdobyć za pierwszym razem. Jest to coś wyjątkowego, zanim zdobędzie się tytuł, to trzeba przeżyć wiele ciężkich momentów. Zrobimy wszystko, żeby to powtórzyć. Szanujemy rywali i podchodzimy do nich z respektem, bo wiemy, jak potrafią świetnie prezentować się na boisku.

Przed własną publicznością odczuwacie większy stres?

Na pewno są to bardzo wyjątkowe mecze. Nie nazwałbym ich stresem, raczej ekscytacją i chęcią odwdzięczenia się za wspaniałą atmosferę, którą tworzą kibice. Doping nas niesie, zdajemy sobie jednak sprawę, że gdy gramy w Polsce, to oczekiwania są dużo większe. Można powiedzieć, że do tego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Podchodzimy do każdego turnieju w ten sposób, żeby zrewanżować się kibicom za wspaniały doping.

z Łodzi Emilia Kotarska