PlusLiga: Na froncie już tylko najlepsza czwórka

W walce o ligowe medale pozostały już tylko cztery drużyny. Zanim jednak zaczniemy emocjonować się półfinałowymi spotkaniami, czas na podsumowanie tego, co działo się w 1/4 finału.

Oba ćwierćfinały PlusLigi zapowiadały się ciekawie, ale takich emocji nie przewidział chyba nikt. Zakończenie tej fazy w Gdyni z pewnością sprawiło, że wielu kibiców wyszło z hali o kilka lat starsi. Najpierw przyjrzyjmy się jednak parze rzeszowsko-olsztyńskiej.

Przed pojedynkiem Asseco Resovii Rzeszów z Indykpolem AZS Olsztyn większość ekspertów jako nieznacznych faworytów do awansu wskazywała tych pierwszych. Ekipa z Podkarpacia źle rozpoczęła jednak rywalizację, bo w pierwszym spotkaniu w Hali Urania nie radziła sobie najlepiej i na długą przerwę schodzili z wynikiem 0:2. Wtedy gospodarze nieco spuścili z tonu, co skrzętnie wykorzystali podopieczni Andrzeja Kowala. Resovia wygrała dwa kolejne starcia i doprowadziła do tie-breaka. W nim także lepsze były Pasy i dzięki temu triumfowi, mając w perspektywie kolejne spotkanie na Podpromiu, stanęli przed ogromną szansą na dobicie rywali. Tak się jednak nie stało. Ekipa z Warmii i Mazur pojechała do Rzeszowa w bojowych nastrojach z rządzą zemsty i sprawienia niespodzianki. Sobotnią potyczkę olsztynianie rozpoczęli wygrywając dramatyczną końcówkę 30:28. W drugim secie ustąpili Pasom, ale w dwóch kolejnych to oni byli lepsi i – ku zaskoczeniu niektórych – doprowadzili do trzeciego, decydującego pojedynku. W nim, podobnie jak dzień wcześniej, po dwóch pierwszych setach wynik brzmiał 1:1. Odsłony numer trzy i cztery musiały się rozstrzygać w samych końcówkach i była to walka na śmierć i życie. Ręce w geście zwycięstwa mogli po nich unieść Akademicy, którzy dwukrotnie wygrywając 28:26 po raz pierwszy od dziesięciu lat zameldowali się w półfinale PlusLigi. Co ciekawe, dekadę temu ćwierćfinałowym rywalem olsztynian również była Resovia, którą pokonali wtedy po pięciu meczach. 2008 rok do tej pory był również ostatnim, w którym o ligowe medale nie zagrali siatkarze ze stolicy Podkarpacia.

W drugim ćwierćfinale dramaturgia również sięgała zenitu. Nie ma co się jednak dziwić, bo przecież oba pojedynki fazy zasadniczej między Treflem Gdańsk a Jastrzębskim Węglem kończyły się tie-breakami. Premierowe spotkanie 1/4 finału w Jastrzębiu nie zapowiadało jednak wielkich emocji. Podopieczni Andrei Anastasiego po bardzo słabym otwarciu (przegrali pierwszą partię do 14) wzięli się w garść i w kolejnych odsłonach to oni byli stroną przeważającą. Pomarańczowi postawili się jeszcze w trzeciej partii, ale było to za mało, by zatrzymać “gdańskich lwów”, którzy napędzani tradycyjnie dobrą postawą Damiana Schulza wygrali 3:1. Rewanż, którego gospodarzem był Trefl, odbył się w Gdyni z powodu innego wydarzenia w Ergo Arenie. Spotkanie miało niemal identyczny przebieg do tego pierwszego. Z tym, że poszło w drugą stronę. Wyrównaną partię otwarcia na swoim koncie zapisali gdańszczanie, ale po zaprzepaszczonej przez nich szansie w końcówce drugiej partii, mecz przebiegał już pod dyktando jastrzębian. Siatkarze Ferdinando de Giorgiego zwyciężyli w czterech setach i w drugiej parze rywalizacja również była przedłużona. W decydującym starciu do pewnego momentu znów było podobnie – pierwsza odsłona wygrana przez Trefla, a w kolejnych oglądaliśmy wyraźną przewagę przyjezdnych. Prawdziwe emocje zaczęły się jednak wtedy, kiedy nikt się tego nie spodziewał. Gdy Pomarańczowi prowadzili w czwartej partii 20:16 i wszystko zdawało się zmierzać do końca. Zespół z Trójmiasta natychmiastowo zabrał się wtedy do odrabiana strat i po niesamowitej końcówce wygrał 26:24. Rozpędzeni gdańszczanie w tie-breaku mieli już pięciopunktową zaliczkę (9:4), ale wystarczyło kilka błędów, by wynik zmienił się na 9:8, a chwilę później 11:11. Końcówkę cała Gdynia Arena oglądała na stojąco i wybuchła radością, gdy decydujący atak zepsuł Maciej Muzaj (16:14), dzięki czemu Trefl zameldował się w ćwierćfinale.

Poziom dramaturgii, jakiego doświadczyliśmy we wspomnianych emocjach był ogromny i trudno będzie go powtórzyć w półfinałach. Nie jest to jednak mission impossible. Teoretycznie można powiedzieć, że faworytami do awansu są ZAKSA i PGE Skra, ale ani mistrza, ani wicemistrza nie czeka łatwe zadanie. Żółto-czarni co prawda dwukrotnie pokonali Trefla w fazie zasadniczej, ale zdecydowanie ulegli “gdańskim lwom” w finale Pucharu Polski, gdzie obejrzeliśmy popis w wykonaniu zespołu z Trójmiasta. Bełchatowianie muszą więc mieć się na baczności, by rywale nie powtórzyli sukcesu sprzed trzech lat, kiedy to odprawili Skrę właśnie w półfinale PlusLigi.

Łatwa przeprawa nie czeka również ZAKSY. Kędzierzynanie co prawda ostatni raz ulegli Indykpolowi ponad trzy lata temu, ale mogą być pewni, że olsztynianie tanio skóry nie sprzedadzą. Podopieczni Roberto Santilliego pokazali w minionym tygodniu, że lubią atakować z pozycji underdoga. Jakub Kochanowski i spółka przebojem awansowali do półfinału i siłą rozpędu będą chcieli utrzeć nosa czerwono-biało-niebieskim. Czy głodni sukcesu Akademicy będą w stanie zatrzymać mistrzów Polski? Odpowiedź na to pytanie poznamy już niedługo.

oprac. własne

Facebook Comments