PlusLiga: Czas na decydujące starcia

W niedzielę zakończyła się runda zasadnicza PlusLigi. Poznaliśmy m.in. komplet uczestników fazy play-off i spadkowiczów. Już dziś rozpocznie się zaś walka, która zadecyduje o ostatecznej kolejności miejsc w ekstraklasie. 

Miejsca gwarantujące bezpośredni awans do półfinałów przypadły ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle i PGE Skrze Bełchatów, czyli zespołom, które przed startem ligi były uznawane za jej zdecydowanych faworytów. Taki układ nie może nikogo dziwić, w końcu to odpowiednio mistrz i wicemistrz Polski. Obie drużyny zwyciężyły w 25 spotkaniach, ale to kędzierzynianie uzbierali o trzy “oczka” więcej i wygrali rundę zasadniczą. Dzięki temu siatkarze Andrei Gardiniego zmierzą się w półfinale z Asseco Resovią Rzeszów lub Indykpolem AZS Olsztyn. Żółto-czarni stawią z kolei czoła lepszemu z pojedynku Trefl Gdańsk – Jastrzębski Węgiel.

Jeszcze niedawno niewielu przypuszczało, że w ćwierćfinale dojdzie do pojedynku Asseco Resovii z Akademikami. Sytuacja układał się bowiem tak, że albo jedni, albo drudzy często znajdowali się poza czołową “szóstką” i szanse na takie spotkanie był niewielkie. Zwłaszcza, że na trzy kolejki przed końcem to Resovia była “faworytem” ekspertów do zajęcia feralnego, siódmego miejsca. Ostatecznie, po udanej końcówce, Pasy z dorobkiem 57 “oczek” uplasowały się na czwartej pozycji. Tuż za nią, z taką samą ilością punktów, rundę zasadniczą ukończyli zaś olsztynianie. Bilans pojedynków między tymi zespołami w obecnym sezonie to 1:1 – na Podpromiu górą byli biało-czerwoni, zaś w Uranii zdecydowanie lepszy okazał się AZS. Ostatni raz obie ekipy spotkały się w fazie play-off dziesięć lat temu, co ciekawe, również na tym samym etapie. Ówczesny Mlekpol AZS po nieprawdopodobnym tie-breaku w piątym meczu pokonał Resovię i awansował do półfinału, gdzie uległ bełchatowskiej Skrze. Teraz waleczny zespół z Olsztyna z pewnością również nie złoży broni i postawi się utytułowanym rywalom. Czy historia sprzed dekady się powtórzy?

W drugim ćwierćfinale obejrzymy starcie Trefla Gdańsk z Jastrzębskim Węglem. Patrząc na fatalną sytuacje, w której gdańszczanie znaleźli się przed sezonem, za osiągane wyniki należą się im duże brawa. Siatkarze z Trójmiasta legitymują się aktualnie serią piętnastu meczów bez porażki, a jej początek miał miejsce podczas finałowego turnieju Pucharu Polski, który padł łupem “gdańskich lwów”. Jastrzębianie, którzy byli rewelacją ubiegłego sezonu, teraz nie radzą sobie aż tak dobrze, choć wciąż są bardzo silną drużyną. Z 57 “oczkami” na koncie zajęli szóste, ostatnie gwarantujące awans w ćwierćfinałach miejsce. Rywale z Północy zdobyli osiem punktów więcej, co wystarczyło, by zostać trzecią siłą fazy zasadniczej. Faworytem tego ćwierćfinału będzie więc Trefl. Jeden z atutów, które po swojej stronie mają gdańszczanie, to Damian Schulz. Atakujący notuje niesamowity sezon i jest jednym z jego największych objawień. 28-latek prowadzi w rankingu MVP (8 statuetek). Drugi w statystyce najlepiej blokujących jest zaś Piotr Nowakowski (70 punktów). Pomarańczowych czeka więc trudne zadanie, tym bardziej, że oba poprzednie mecze z Treflem przegrali (dwa razy 3:2).

Z pewnością inaczej zakładali sobie finał rundy zasadniczej siatkarze ONICO Warszawa. Stołeczny długo okupował pewne miejsce w czołowej “czwórce” i wydawało się, że nic nie może pozbawić warszawian udziału w play-offach. Słabsza dyspozycja w ostatnich kolejkach i niepotrzebne straty punktów z drużynami z dołu tabeli zaowocowały jednak tym, że ONICO z awansem minęło się o jedno “oczko”. Co więcej, o siódme miejsce podopieczni Stephane’a Antigi zmierzą się z Cuprum Lubin, z którym niedawna porażka w dużej mierze zaważyła na braku play-offów dla klubu ze stolicy. Spotkania z Miedziowymi będą szczególne dla Guillaume’a Samiki, dla którego będą to ostatnie zawody w karierze. Francuski weteran z pewnością nie będzie chciał odchodzić pokonany, ale możemy być pewni, że lubinianie także nie złożą broni. Choć w fazie zasadniczej uzbierali o 11 punktów mniej od przeciwników, to nie przeszkodziło im w odniesieniu wspomnianego zwycięstwa na Torwarze. Cuprum ma zresztą korzystny bilans spotkań z ONICO – wygrali dziesięć na siedem pojedynków. Miedziowi będą chcieli sprawić kolejną niespodziankę, zaś warszawianie zmazać plamę z ostatnich tygodni. O tym, czyj plan okaże się skuteczniejszy, przekonamy się w poniedziałkowy wieczór.

W rywalizacji o kolejną, dziewiątą pozycję, zobaczymy beniaminka. Alruon Virtu Warta Zawiercie powalczy z walecznymi Cerrad Czarnymi Radom. Jurajscy Rycerze swój pierwszy sezon w ekstraklasie mogą zaliczyć do dość udanych. Potencjał zawiercian na papierze sięga co prawda wyżej niż dziesiąta lokata po fazie zasadniczej, ale powszechnie wiadomo, że debiuty bywają różne. O żółto-zielonej drużynie zrobiło się bardzo głośno, ale nie tylko z powodu wyników sportowych. Fantastycznie prezentują się bowiem kibice beniaminka. Niejednokrotnie zdarzało się, że grupa sympatyków Warty podczas wyjazdów była liczniejsza niż ta gospodarzy. Hala przy Blanowskiej pękała zaś w szwach – na każdym meczu na trybunach zasiadał komplet publiczności, która bawiła się znakomicie i z klasą. Na pochwałę zasługują też marketingowe działania klubu. Pojedynki z Czarnymi nie były jednak dla Warty najłatwiejsze. Na własnym terenie pokonali radomian po tie-breaku, ale pod słynnym złotym sufitem nie ugrali nawet jednego seta. Wojskowym brakowało w tym sezonie trochę szczęścia, a to przez kontuzje, które często przytrafiały się radomskiemu teamowi. Zespół Roberta Prygla nie raz udowodnił jednak, że jest bardzo niebezpieczny i lubi utrzeć nosa nawet faworyzowanym rywalom.

Po obiecującym debiutanckim sezonie w PlusLidze, nieco więcej po swojej drużynie spodziewali się z pewnością kibice GKS-u Katowice. W obecnej kampanii podopieczni Piotra Gruszki spisują się trochę poniżej oczekiwań. Trzeba jednak oddać GieKSie, że jak już sprawiła niespodziankę, to tę największego kalibru – na wyjeździe pokonała za trzy punkty mistrza i zdecydowanego lidera, ZAKSĘ. Warto też wspomnieć, że dwukrotnie okazywali się lepsi od swojego rywala w fazie play-off o 11. miejsce, czyli Stoczni Szczecin. W Netto Arenie szczecinianie ulegli GKS-owi po tie-breaku, zaś w Katowicach nie zdołali urwać nawet punktu. Dla zespołu z Pomorza obecny sezon również nie jest wybitny. Wygrali tylko dziesięć spotkań, ale wlicza się w to niespodziewane zwycięstwo z Jastrzębskim Węglem w przedostatniej kolejce, które sporo namieszało w tabeli. W najbliższym czasie przekonamy się, czy szczecinianie przełamią się i zdołają w końcu pokonać siatkarzy z Katowic.

Zgodnie z regulaminem obecnego sezonu, z ligi już po rundzie zasadniczej spadają dwa zespoły. Z PlusLigą pożegnały się ekipy, które razem na dwóch ostatnich pozycjach spędziły 24 kolejki, czyli grubą cześć trwania rozgrywek. Mowa oczywiście o Dafi Społem Kielce i BBTS Bielsko-Biała. Patrząc na przebieg sezonu, spadek żadnego z tych zespołów nie jest niespodzianką. Poza niechlubnymi z reguły wynikami sportowymi, ani jedni, ani drudzy nie mogą też poszczycić się dobrą frekwencją na swoich meczach. Dość powiedzieć, że obie hale bardzo rzadko zapełniały się chociaż w połowie. W bardzo podobnej sytuacji przed rokiem był AZS Częstochowa, który po wygraniu I ligi znów puka do drzwi ekstraklasy. Kto wie, może w przyszłym sezonie zespoły z Kielc i Bielska-Białej stoczą między sobą bój o triumf na zapleczu PlusLigi.

O pewny ligowy byt zawalczą MKS Będzin i Łuczniczka Bydgoszcz. Fazę zasadniczą wyżej skończyli ci pierwsi, którzy z dorobkiem 29 punktów zajęli trzynastą lokatę. Z ośmioma “oczkami” mniej, czternaste miejsce przypadło zaś w udziale bydgoszczanom. Trzeba przyznać, że zespół Jakuba Bednaruka to jeden z największych pechowców tego sezonu. Łuczniczkę przetrzebiły kontuzję, a do tego doszła afera dopingowa Jakuba Rohnki, której skutkiem było zawieszenie przyjmującego. W takich warunkach trudno osiągać dobre wyniki, ale ostatecznie siatkarze z Bydgoszczy załapali się do baraży o utrzymanie. Będzinianie prezentują się zaś poniżej oczekiwań, co zaowocowało zmianą trenera. Siatkarze MKS-u radzili sobie ze zmiennym szczęściem potrafili za trzy punkty pokonać Indykpol AZS Olsztyn, ale również po czterech partiach ulec Dafi Społem Kielce. We własnej hali okazali się lepsi od bydgoskiej drużyny (3:1), zaś ze starcia w hali Łuczniczka zwycięsko wyszli Metodi Ananiev i spółka, nie tracąc nawet seta. Baraż toczyć się będzie do dwóch wygranych spotkań. Lepszy zapewni sobie utrzymanie, zaś przegrany zagra kolejny baraż o ligowy byt z mistrzem I ligi, AZS-em Częstochowa.

Facebook Comments