Marcin Janusz dla s-w-o.pl: Widać duży postęp w naszej mentalności

Trefl Gdańsk, dzięki wygranej z PGE Skrą Bełchatów, zapewnił sobie awans do najlepszej ósemki Ligi Mistrzów. O przebiegu tego spotkania w ERGO ARENIE, zmianie mentalności i większej pewności siebie rozmawialiśmy z Marcinem Januszem, rozgrywającym gdańskich lwów.

Emilia Kotarska: Przede wszystkim ogromne gratulacje. Zwycięstwo nad PGE Skrą Bełchatów zapewniło Wam awans do najlepszej ósemki Ligi Mistrzów. Już w tym momencie zapisaliście się na kartach historii gdańskiego klubu. Jak duża presja była przed tym meczem?

Marcin Janusz: Oczywiście, im bliżej byliśmy awansu, tym presja wzrastała. Tak naprawdę, gdybyśmy teraz nie awansowali, to moglibyśmy sobie pluć w brodę. Nie byliśmy faworytami tego meczu, ale szansa była ogromna. Udało nam się ją wykorzystać. Cieszymy się z tego zwycięstwa, tym bardziej że każdy mecz grany przeciwko Skrze jest bardzo ciężki. Bełchatowianie zawsze są groźni, nie jest ważne czy grają akurat w pełnym czy też okrojonym składzie. W tym sezonie mieliśmy trudne momenty. Być może jakiś czas temu odpuścilibyśmy w trakcie spotkania i moglibyśmy przegrać 2:3, ale teraz jesteśmy już zupełnie inną drużyną niż wcześniej. Potrafimy zacisnąć zęby i wygrać w tie-breaku, kiedy nie wszystko idzie po naszej myśli.

W tym sezonie mecze ze Skrą kończyły się Waszymi porażkami (mecz PlusLigi w Bełchatowie i SuperPuchar w Gdańsku). Teraz udało Wam się znaleźć nie tylko receptę na żółto-czarnych ale też na postęp w Waszej grze. Na boisku tryskacie energią i pokazujecie lwi pazur. Wcześniej tego brakowało…

Myślę, że zawsze byliśmy blisko, ale czegoś nam jednak właśnie brakowało. Może poza meczem o SuperPuchar, gdzie przewaga Skry była wyraźnie widoczna. Na szczęście udało nam się z nimi wygrać w najważniejszym momencie i z tego jesteśmy bardzo zadowoleni.

Mówi się, że nie ważne jak, ważne, żeby wygrać. W drugim secie podaliście rękę rywalom, którzy poczuli, że mogą jeszcze przedłużyć swoją szansę. Z czego wynikał tak duży przestój?

Dla nas najważniejsze jest to, że potrafiliśmy się podnieść. Cały czas pracujemy nad tym, żeby grać stabilnie. Niestety, nie zawsze to wychodzi. Być może gdyby ta stabilność była u nas cały czas, to wygralibyśmy ze Skrą 3:0, ale nie ma co gdybać. Mamy awans, z niego się cieszymy. Nasza gra zaczyna wyglądać coraz lepiej.

Ten drugi set to będzie nauczka na przyszłość?

Myślę, że tak. Widać po naszej drużynie, że wyciągamy wnioski. Takie sytuacje zdarzały nam się wcześniej i kończyły się dla nas źle. Przeanalizujemy te negatywne rzeczy, żeby je wyeliminować w przyszłości.

Kluczem do zwycięstwa w meczu było odrzucenie bełchatowian od siatki?

Zdecydowanie tak. Dla nas to było bardzo ważne. Wszyscy wiemy, że w obecnym składzie personalnym – w jakim gra Skra – środek pełni najważniejszą ofensywną rolę. Musieliśmy więc utrudnić rywalom przyjęcie i wykluczyć środkowych z gry. Nie zawsze nam się to jednak udawało. Wystarczy wspomnieć końcówkę tie-breaka, kiedy ci zawodnicy kończyli swoje ataki, a my niewiele mieliśmy do powiedzenia.

W ostatnich spotkaniach pokazujecie, że coraz pewniej czujecie się na boisku i pokazujecie ten lwi pazur. Sam trener Anastasi mówi, że z meczu na mecz widzi ogromny progres. 

Na pewno gramy lepiej pod względem siatkarskim, ale też widać duży postęp w naszej mentalności. Wytrzymujemy trudne momenty, takie jak drugi set w Berlinie czy tie-break w Olsztynie. Coraz lepiej sobie z nimi radzimy. Cieszymy się, że to zmierza w dobrą stronę. Chcemy dalej poprawiać swoją grę.

Od niedawna współpracujecie z trenerem mentalnym. Ma to  duży wpływ na ostatnie Wasze występy?

Myślę, że tak. Każda pomoc ma wpływ na poprawę naszej gry. Nie wszyscy pracują z trenerem mentalnym, ale na pewno jest to jakiś dodatkowy bodziec do tego, żeby stawać się lepszym. Sam korzystam z takiej pomocy, wierzę, że mi to pomaga, czuję się lepiej na boisku. To była zdecydowanie dobra decyzja.

W niedzielę czeka Was kolejne starcie w rozgrywkach PlusLigi. Po drugiej stronie siatki stanie rywal nie byle jaki, bo Jastrzębski Węgiel. Co jest najmocniejszą bronią “Pomarańczowych”?

Zdecydownie Julien Lyneel. To jest kluczowy zawodnik, który obecnie znajduje się w bardzo wysokiej formie. Myślę, że swoją największą uwagę będziemy musieli skupić właśnie na nim. Odprawa jest dopiero przed nami, ale wizualnie – po tym co mogliśmy w wolnej chwili zobaczyć w telewizji – on jest wiodącą postacią Jastrzębskiego Węgla.

w czwartek w ERGO ARENIE rozmawiała Emilia Kotarska

Facebook Comments