Reprezentacja Polski zapewniła sobie wczoraj w ERGO ARENIE awans na Igrzyska Olimpijskie, które zostaną rozegrane w przyszłym roku w Tokio. O spełnianiu marzeń, cyklu przygotowań do najważniejszej imprezy dla sportowca i trudnym meczu ze Słowenią opowiedział Michał Mieszko Gogol, asystent Vitala Heynena.

Należą się Wam wielkie brawa. Właśnie spełniają się marzenia wszystkich Polaków o wyjeździe na Igrzyska Olimpijskie…

Michał Mieszko Gogol: Cieszymy się wszyscy z tego osiągnięcia. Myślę, że nikt nie podchodzi do tego indywidualnie. Fajnie, że udało nam się to zrobić już teraz, a nie w styczniu, bo będziemy mogli spokojnie przygotować się do Tokio, zagrać najpierw ligę i a potem myśleć o tym, co czeka nas w Japonii.

Byłeś w kadrze Andrei Anastasiego na Igrzyskach Olimpijskich w 2012 roku. Wtedy występ Wam nie wyszedł, a przecież kilka tygodni wcześniej byliście w znakomitej formie. Zdobyty bagaż doświadczeń w tym momencie będzie działał na plus.

Zgadza się, byliśmy nawet z Vitalem na tych samych Igrzyskach Olimpijskich, tylko w innych drużynach (śmiech). Nawet ostatnio o tym rozmawialiśmy. Musimy wziąć to, co najlepsze z naszych doświadczeń z Londynu. Igrzyska to bardzo specyficzny turniej. Już samo mieszkanie w wiosce olimpijskiej to niesamowite uczucie. Do tego dochodzi inny system rozgrywek. Chcemy się jak najlepiej przygotować na to, co może nas spotkać w Japonii.

Plan na ten rok wykonaliście w 100%, ale przed Wami jeszcze czempionat Starego Kontynentu. Mistrzostwa Europy to już cykl przygotowań do Igrzysk Olimpijskich?

Tak, spotykamy się za dwa tygodnie i zaczynamy wszystko od nowa. Teraz ważna jest ta chwila odpoczynku.

Mecz ze Słowenią nie układał się od początku zbyt dobrze. Spodziewaliście się tego?

Słowenia grała lepiej niż Francja. Myślę, że to nie jest żadna niespodzianka. Poza tym bardzo dużo ludzi przestrzegało nas przed tym zespołem. Wiedzieliśmy, że to jest bardzo groźny rywal, z tym, że harmonogram był ułożony tak, że pierwszy mecz graliśmy z Francją, więc całą naszą koncentrację i skupienie położyliśmy na ten mecz. Trzeba jednak zaznaczyć, że przygotowywaliśmy się na każdego przeciwnika i każdy dzień turnieju. Zdawaliśmy sobie sprawę z mocnych stron Słoweńców. To drużyna, która bardzo dobrze zagrywa i przede wszystkim jest zbilansowana w tym elemencie. Siła ognia, którą pokazali w meczu z nami, jest jedną z lepszych w Europie. Wydaje mi się, że z nami zagrali lepszy mecz niż z Francją, przynajmniej te pierwsze dwa sety, bo później wiadomo, że ich motywacja już padła.

Po wygraniu tego drugiego, jakże ważnego seta, umowna “szóstka”, która była na parkiecie pokazała, jak można bawić się siatkówką…

Myślę, że to jest kwintesencja turnieju. Osiągnęliśmy świetny wynik, kibice na trybunach bawili się znakomicie, zawodnicy grali do końca dla fantastycznej publiczności. Można powiedzieć, że zrealizowaliśmy na tym turnieju wszystkie założenia, jakie powinniśmy zrealizować.

Przed Turniejem Kwalifikacyjnym do Igrzysk Olimpijskich w Gdańsku była niepewność, jak to będzie. Ostatni sprawdzian, jakim był XVII Memoriał Huberta Jerzego Wagnera wzbudzał pewne niepokoje.

Nie wiem, czy była niepewność. Kiedy człowiek jest skoncentrowany na procesie i na tym, co ma zrobić po kolei od “a” do “z”, skupia się właśnie na tym procesie, a nie jego efektach. Oczywiście, to efekty wszystko weryfikują. Tak samo, jak pozytywnie zweryfikował nas ten turniej. Dlatego nie sądzę, że była niepewność, raczej koncentracja na samym procesie i poprawianiu rzeczy, które nie funkcjonowały dobrze. Wiedzieliśmy, że nie będziemy w stanie poprawić wszystkiego, bo to byłoby niemożliwie. Poprawiliśmy jednak to wszystko, co byliśmy w stanie poprawić.

Po ciężkiej pracy, teraz przychodzi czas na zabawę?

Myślę, że nie (śmiech). Wszyscy chcą jak najszybciej rozjechać się do swoich domów i odpocząć po ciężkim okresie przygotowań. Każdy z nas chce spędzić teraz trochę czasu z rodziną. Tym bardziej, że za chwilę w wielu klubach rozpoczynają się przygotowania do sezonu ligowego, a przed nami przecież jeszcze Mistrzostwa Europy.

inf.własna/fot. krawczyk.photo