KMŚ 2017: Złoty ZENIT!

W finale Klubowych Mistrzostw Świata w TAURON Arenie Kraków mierzyły się ze sobą ekipy ZENITU Kazań i Lube Civitanova. Podopieczni Władimira Alekny w trzech setach pokonali rywali i zdobyli złoty medal!

Początek seta to spokojna gra z obu stron, 2:2. Drużyny najwyraźniej jeszcze nie poczuły boiska, bo w pierwszej części seta dużo było zepsutych zagrywek. Znakomita postawa Leona  w polu serwisowym dała możliwość ZENITOWI na zbudowanie przewagi widocznej w ataku i bloku, 4:7. As serwisowy Cestera przybliżył Lube do rywali, ale na pierwszej przerwie technicznej to Rosjanie prowadzili dwoma punktami, 6:8. Najpierw Juantorena z lewej strony popisał się kapitalnym atakiem a potem zawodnicy Lube zablokowali Matta i tym samym doprowadzili do remisu, 8:8. W tej części meczu żadna z drużyn nie była w stanie odskoczyć na więcej niż jeden punkt, 12:12. W drużynie Lube prym w ataku wiódł Juantorena, który nic sobie nie robił z potrójnego bloku Rosjan. Blok Andersona na Mikhaylovie dał szesnasty punkt ZENITOWI Kazań, 15:16. Mocny serwis Andersona pozwolił na skończenie przez jego zespół piłki przechodzącej. Przy stanie 18:19 o czas poprosił szkoleniowiec Lube, Medei Giampaolo. Po przerwie nastąpiła powtórka akcji, z przyjęciem nie poradził sobie po raz kolejny Jenia Grebennikov, 18:20. Skuteczny blok Włochów dał wyrównanie, ale w kolejnej akcji Leon obił ręce rywali 20:21. Ten set był niezwykle wyrównany, raz jedna raz druga strona posyłała na drugą stronę ciosy, których rywale nie byli w stanie obronić, 23:23. Blok na Juantorenie dał zwycięstwo w pierwszym secie podopiecznym Władimira Alekny, 25:27.

W pierwszym secie najwięcej punktów w drużynie Lube zdobył Juantorena (10), natomiast po stronie ZENITU po pięć punktów na swoim koncie mieli Leon i Mikhaylov. Drugi set zaczął się lepiej dla włoskiej drużyny, która utrzymywała przewagę dwóch punktów. Na pierwszej przerwie technicznej, dzięki skutecznym atakom i dobrej postawie Cucine w polu serwisowym strata ZENITU wzrosła do trzech punktów, 8:5. Przy stanie 13:9 o czas poprosił Władimir Alekno. Po przerwie na lewym skrzydle zaczął szaleć Wilfredo Leon, a siatkarze Lube nie mogli znaleźć recepty na zatrzymanie tego zawodnika, 14:12. Gdy przewaga Cucine zmalała do jednego punktu o chwilę rozmowy poprosił trener Giampaolo. Po przerwie jego drużyna zdobyła kolejny punkt i na drugą przerwę techniczną schodziła z jednopunktową przewagą, 16:15. W końcówce tej partii Lube roztrwoniło przewagę i od stanu 17:18 Rosjanie przejęli inicjatywę. Gdy przewaga Kazania wzrosła do trzech punktów szkoleniowiec włoskiej ekipy poprosił o czas, 17:20. Piłkę setową wykorzystał Wilfredo Leon, 22:25.

W drugim secie w drużynie Lube atak rozłożył się głównie pomiędzy dwóch zawodników, Sokolova i Juantorenę (6), natomiast w drużynie ZENITU niekwestionowanym liderem był Wilfredo Leon (9). Zawodnicy Cucine, trochę podłamani poprzednim setem, próbowali jeszcze mimo wszystko walczyć z rywalami. Po asie Butki, również Micah Christenson zdobył punkt bezpośrednio z zagrywki, 3:3. Włosi utrzymywali jeden bądź dwa punkty przewagi i na pierwszej przerwie technicznej prowadzili 8:6 po udanym bloku. W dalszej części tej partii toczyła się twarda walka na siatce, 11:10. Różnię po stronie ZENITU robił doskonale dysponowany tego dnia Leon, 12:14. Na drugiej przerwie Rosjanie prowadzili zaledwie różnicą jednego punktu, 15:16. Błędy własne po stronie Lube w końcówce podcięły skrzydła włoskim zawodnikom. Przy stanie 17:20 o czas poprosił szkoleniowiec Giampaolo. Po ataku Leona ZENIT miał piłkę meczową, 22:24. Nieudany atak Juantoreny dał zwycięstwo Rosjanom, 22:25.

Niedziela – 17.12.2017 – godz. 20.30

LUBE Civitanova – ZENIT Kazań 0:3 (25:27,22:25, 22:25)

Składy zespołów:

LUBE Civitanova: Tsvetan Sokolov, Davide Candellaro, Osmany Juanorena, Jiri Kovar, Micah Christenson, Enrico Cester, Jenia Grebennikov (l) oraz Tsimafei Zhukouski, Dragan Stanković, Taylor Sander

ZENIT Kazań: Matthew Anderson, Artem Volvich, Wilfredo Leon, Alexander Butko, Alexander Gutsalyuk, Maxim Mikhaylov, Alexei Verbov (l) oraz Alexey Samoylenko, Nikita Alekseev

inf.własna

Facebook Comments