Jakub Rohnka: Należymy do drużyn, które będą walczyć w dole tabeli o jak najlepsze miejsce

Łuczniczka Bydgoszcz w sobotę uległa Mistrzowi Polski, ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle w trzech setach. O przebiegu spotkania i przyczynach porażki opowiedział Jakub Rohnka, przyjmujący zespołu znad Brdy, i szkoleniowiec Jakub Bednaruk.

Faworyt sobotniego spotkania był tylko jeden – drużyna Mistrza Polski, dowodzona przez Andreę Gardiniego. Kędzierzynianie jednak słabiej weszli w mecz i ku zdziwieniu kibiców początek spotkania zdecydowanie należał do gospodarzy, którzy stopniowo uzyskiwali przewagę. Nie trwało to jednak długo, bowiem przy stanie 16:13 ZAKSA złapała właściwy sobie rytm gry i pewnie kontrolowała przebieg dalszej części spotkania.  – Wyszliśmy mocno naładowani na ten mecz, na twardą walkę, pomimo tego, że przyszło nam się mierzyć z dużo lepszym przeciwnikiem. Myślę, że zaskoczyliśmy rywali naszą mocną zagrywką, ale w drugiej części seta ZAKSA wrzuciła już swój drugi bieg. Zaczęli mocniej serwować, a wtedy po naszej stronie pojawiły się błędy w przyjęciu. Mieliśmy też problemy z kończeniem ataków. To miało decydujący wpływ na przebieg tego spotkania. – mówił po meczu Jakub Rohnka, przyjmujący Łuczniczki.

Różnica między zespołami była widoczna zwłaszcza w polu serwisowym. – Kędzierzynianie mają różnorodną zagrywkę, dużo trudnych floatów, skrótów i przede wszystkim też mocny serwis. Ciężko przyjmuje się tak zróżnicowane zagrywki. – kontynuował swoją wypowiedź 25-letni zawodnik, który wszedł w drugim secie. – Chciałem pokazać się z dobrej strony i pomóc zespołowi w trudnym momencie. Zawsze staram się robić jak najlepiej to, co do mnie należy. Nie oszukujmy się, graliśmy z Mistrzem Polski, a my należymy do drużyn, które będą walczyć w dole tabeli o jak najlepsze miejsce. Spodziewaliśmy się trudnego meczu. Chcieliśmy powalczyć, ale – niestety – wyszło jak wyszło. – kończy swoją wypowiedź Rohnka.

Po meczu wyraźnie niezadowolony był szkoleniowiec bydgoszczan, który w bardzo ostrych słowach wypowiadał się o postawie swoich zawodników. – Wystarczył mały pstryczek, kiedy mieliśmy piłkę na 18:15 i nie udało nam się jej skończyć. Wtedy ZAKSA nas złamała i mecz się dla nas już skończył. Nie ma elementu, z którego mógłbym być zadowolony. Nie rozpatruję tego spotkania w ogóle w kategoriach siatkarskich, bo wiadomo, że graliśmy z dużo lepszym zespołem, Mistrzem Polski. Niedawno w podobny sposób ZAKSA przejechała się z Jastrzębiem, tak naprawdę przegrała dopiero trzy sety. To jest główny kandydat do wygrania ligi w tym sezonie. – tłumaczył trener Łuczniczki. Po czym bardzo dosadnie podsumował spotkanie – Dzisiaj nie pokazaliśmy, że gramy jak faceci. Wyszliśmy na ten mecz mocno zestresowani. Nie wiem w zasadzie czym, bo takim meczem możemy tylko wygrać! W pewnym momencie ZAKSA złamała nas psychicznie. Jak patrzyłem na ten zespół, to wydawało mi się, że więcej charakteru mieli czasami starzy ludzie. Nie wiem dlaczego nie cieszy jedna akcja, albo dlaczego tragedią dla nas jest popełnienie błędu. Dzieci mają więcej charakteru niż ci zawodnicy. Jeżeli dostaję po głowie, to leżę na ziemi, ale próbuję wstać. A my dzisiaj dostaliśmy pstryczka w nos, bo to nie było tak, że zbili nas w pierwszym secie. Trafili nas w jednym ustawieniu, ale to był tylko pstryczek, a my byliśmy od razu przerażeni. Tak gra ZAKSA, zawodnicy mają 70% skuteczności.

Trener zwrócił uwagę na słabą postawę swoich zawodników w polu serwisowym. – Mieliśmy podjąć ryzyko na zagrywce. Serwis możemy zepsuć, ale przy prędkości 110 km/h a nie przy 70 km/h! Musieliśmy postawić na mocną zagrywkę, bo ZAKSA kończy 7 na 10 piłek w pierwszej akcji. Gdzie tu więc szukaj swojej szansy? Trzeba kopnąć zagrywką. Ale jeżeli my psujemy 20 zagrywek w meczu przy 7o km/h… Nie mam problemu z tym, że ktoś zepsuje zagrywkę przy przyłożeniu z całej siły, bo tak trzeba grać, taka jest męska siatkówka. My natomiast psujemy 20 zagrywek floatem i plasem, bo jesteśmy przerażeni, że po drugiej stronie stoi ZAKSA i Toniutti nas rozrzuca. Nie jesteśmy przecież jedynym zespołem, który rozrzuca Toniutti. On rozrzuci połowę świata, albo i większą jego część, bo jest topowym zawodnikiem. Żaden z moich zawodników nie ma prawa pójść do domu i powiedzieć, że zrobił wszystko, co mógł. Żaden z nich! Żaden! – podsumowuje rozczarowany Bednaruk.

oprac.własne

 

Facebook Comments