Fabian Majcherski dla s-w-o.pl: Tak naprawdę to jeszcze do mnie nie dotarło

Trefl Gdańsk w niedzielę zdobył Puchar Polski, pokonując w finale w trzech setach PGE Skrę Bełchatów. Chwilę po ostatnim gwizdku rozmawialiśmy z Fabianem Majcherskim, który wybrany został najlepszym libero turnieju finałowego, rozegranego w Hali Stulecia we Wrocławiu.

Emilia Kotarska: Przede wszystkim ogromne gratulacje. Przed turniejem nie byliście na pewno faworytem, ale te dwa mecze pokazały po raz kolejny piękno sportu i to, że nie zawsze faworyci muszą wygrywać.

Fabian Majcherski: Dziękuję za gratulacje! Rzeczywiście, dzisiaj mamy potwierdzenie tego, że faworyci nie zawsze wygrywają, bo ani w półfinale ani w finale nie byliśmy faworytami. To nam zdecydowanie pomogło. Chcieliśmy zagrać dobrą siatkówkę bez żadnego stresu i dodatkowej presji. Wszystko wyszło znakomicie. Cieszymy się z tej wygranej, ale wiemy, jak dużo jeszcze pracy przed nami. Chcemy wygrać jak najwięcej meczów w lidze, uplasować się w szóstce i walczyć o medale.

Podczas półfinałowego meczu z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle pokazaliście prawdziwy lwi pazur. Widać było chemię na boisku i to, że doskonale czujecie się na parkiecie. Mecz z obrońcą tytułu i aktualnym Mistrzem Polski był najlepszym Waszym meczem w ostatnim czasie, który rozegraliście…

Przede wszystkim chcieliśmy zrewanżować się ZAKSIE za porażkę w ERGO ARENIE. To nam się udało. Wszyscy zagrali na wysokim poziomie, a Damian Schulz zagrał fenomenalnie! Nie było ani jednego zawodnika, który zagrałby źle. Widać, że nasza forma stale idzie w górę.

Istotnym elementem, w którym mieliście przewagę w tych dwóch spotkaniach, była zagrywka. W sobotę odrzuciliście kędzierzynian od siatki, a w finale zawodników Skry, którzy mają przecież atomowy serwis…

Skra miała takie fragmenty, kiedy grała naprawdę dobrze. Bełchatowianie serwowali 114 czy 115 km/h. W takich sytuacjach nam zostało jedynie podbijać piłkę do góry i potem grać na wysokiej piłce. Ale dzisiaj zagrywka była zdecydowanie po naszej stronie, to na pewno zaważyło na naszej wygranej.

Wspomniałeś wcześniej, że grało Wam się lepiej niż rywalom, bo to oni byli pod presją – oni musieli a Wy tak naprawdę mogliście.

Jasne, że tak. Wyszliśmy na parkiet bez nerwów. Cały czas graliśmy z uśmiechem na twarzy. Nawet kiedy przegrywaliśmy, to nie złościliśmy się na siebie. Wszystko potoczyło się w dobrym kierunku. Dziękuję drużynie za ten wspaniały turniej.

Po wygranej z ZAKSĄ nie pojawiły się takie dodatkowe emocje, że skoro już wygraliście w półfinale to zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki? Nie spowodowało to większego stresu?

Nie mieliśmy w głowach takich myśli. Nie odczuwaliśmy też stresu. Skra w tej chwili jest na drugiej pozycji w tabeli PlusLigi. To ona była faworytem. My chcieliśmy do meczu finałowego podejść tak jak do tego z ZAKSĄ, czyli cieszyć się z własnej gry. Rozkręcaliśmy się z seta na set i wygraliśmy 3:0.

Ten luz, który mieliście podczas spotkań dawał Wam ogromną przewagę. Nawet gdy traciliście kilka punktów z rzędów, to nie widać było nerwowości po Waszej stronie a raczej cierpliwość i pewność siebie.

Przed turniejem obiecaliśmy sobie, że będziemy grać wesołą siatkówkę i nie będziemy przejmować się niepowodzeniami. Nawet gdy wynik był na styku w końcówce, to graliśmy i tak cały czas swoje. Cóż więcej mogę powiedzieć? Brak mi słów w tym momencie, jestem bardzo szczęśliwy.

Jak smakuje Puchar Polski?

Tak naprawdę to jeszcze do mnie nie dotarło. Jest to wspaniałe uczucie (uśmiech).

w Hali Stulecia rozmawiała Emilia Kotarska

Facebook Comments