Droga Polaków do złota podczas Mistrzostw Świata 2014

Już jutro reprezentacja Polski pod wodzą Vitala Heynena rozegra pierwsze spotkanie na tegorocznych Mistrzostwach Świata. Rywalami Biało-czerwonych będą Kubańczycy. Zanim jednak rozpoczną się emocje związane z tym spotkaniem, zachęcamy Was do przeczytania wspomnień sprzed czterech lat, kiedy to podopieczni Stephane’a Antigi rozpoczęli swój marsz po złoto.

Szok i niedowierzanie

Gdy 24 października 2013 roku ogłoszono nowego selekcjonera reprezentacji Polski wszyscy wstrzymali oddech. Wybór padł na Stephane’a Antigę! Szok i niedowierzanie. Niezliczone ilości pytań  “dlaczego?”, “ale jak to?”, “czy to dzieje się naprawdę?” padały z ust nie tylko kibiców, ale również wielu osób blisko związanych z siatkówką. Gdy emocje już trochę opadły, zaczęto mówić, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Mimo wszystko jednak trudno było wtedy uwierzyć, że to właśnie Antidze powierzono prowadzenie kadry narodowej Biało-czerwonych przed tak ważnym wydarzeniem, jakim miały być Mistrzostwa Świata 2014, organizowane w naszym kraju. Przecież Stephane wciąż był aktywnym zawodnikiem PGE Skry Bełchatów! Jak to się więc stało, że – pomimo braku jakiegokolwiek trenerskiego doświadczenia – od razu został trenerem naszej drużyny narodowej?!

Asystentem Antigi został, ceniony w środowisku siatkarskim, niezwykle doświadczony Philippe Blain, który w latach 2001-2012 był trenerem reprezentacji Francji. Z Trójkolorowymi zdobył brązowy medal Mistrzostw Świata w 2002, srebrny medal Mistrzostw Europy w 2003, srebrny medal podczas turnieju Ligi Światowej w 2006, a także srebrny medal Mistrzostw Europy w 2009 roku. Liczono więc, że dzięki swojemu bagażowi doświadczeń i umiejętności trenerskich będzie wspomagał Antigę. Dziś wiemy, że ten duet trenerski okazał się strzałem w dziesiątkę! A właściwie strzałem w złoto Mistrzostw Świata! Ale wtedy to wcale nie było takie oczywiste…

Doświadczenie zawodnika a doświadczenie trenera

Wszyscy doskonale wiedzieliśmy, jak wspaniałym zawodnikiem był Antiga. Jego sukcesy klubowe i reprezentacyjne można mnożyć i mnożyć. Wspomnijmy tylko te najważniejsze, bo być może właśnie one zaważyły na tym, że został szkoleniowcem naszej kadry. Stephane swoją karierę rozpoczął w 1994 roku w barwach akademickiego klubu sportowego Paris UC, z którego sekcji siatkówki powstał w 1998 roku klub Paris Volley. W barwach tych zespołów zdobył 7 tytułów mistrza Francji (1996–1998, 2000–2003), 4 Puchary Francji (1997, 1999, 2000, 2001), raz zwyciężył w europejskiej Lidze Mistrzów siatkarzy (2001), wywalczył Superpuchar Europy (2001) i Puchar Zdobywców Pucharów (2000). W 2003 roku wyjechał do Włoch, gdzie reprezentował barwy Bre Banca Lannutti Cuneo. W sezonie 2003/2004 osiągnął z tym zespołem finał Pucharu Włoch. Następnie przeniósł się do Hiszpanii, gdzie w ciągu trzech sezonów zdobył dwa tytuły mistrza Hiszpanii (2006, 2007), dwa Puchary Hiszpanii (2005, 2006) i jeden Superpuchar (2005).

W Polsce pojawił się w 2007 roku i został już do końca swojej kariery zawodniczej. Z PGE Skrą Bełchatów cztery razy z rzędu zdobył mistrzostwo Polski (2008–2011), dwa Puchary Polski (2009, 2011), dwukrotnie został klubowym wicemistrzem świata (2009, 2011) i dwukrotnie zdobył trzecie miejsce w Lidze Mistrzów siatkarzy (2008, 2010). W 2011 roku przeszedł do zespołu Delecty Bydgoszcz, gdzie występował przez dwa kolejne sezony. 26 kwietnia 2013 roku ponownie został siatkarzem Skry Bełchatów. Natomiast rok później, 27 kwietnia 2014 roku po meczu finałowym o mistrzostwo Polski z Asseco Resovią Rzeszów wygranym 3:0, który dał Skrze mistrzostwo Polski, Antiga zdecydował się zawiesić swoje buty na sznurku. Jak się później okazało, nie mógł sobie wymarzyć lepszego zakończenia kariery zawodniczej i początku kariery trenerskiej. Takiego debiutu mogą mu pozazdrościć najlepsi szkoleniowcy globu!

W latach 1998–2010 Antiga występował w drużynie narodowej swojego kraju. W barwach Les Bleus rozegrał 306 meczów. Był brązowym medalistą Mistrzostw Świata z 2002 roku, które odbywały się w Argentynie. Dwukrotnie wywalczył z tą reprezentacją wicemistrzostwo Europy (Niemcy 2003, Turcja 2009). Zdobył też srebrny medal Ligi Światowej w 2006 roku. Z reprezentacją Francji uczestniczył też w Igrzyskach Olimpijskich w Atenach w 2004, gdzie jego drużyna odpadła w fazie grupowej. Karierę reprezentacyjną zakończył w kwietniu 2011 roku.

Odwaga trenera

Sierpień 2014 roku był bardzo gorącym miesiącem dla polskiej siatkówki, szykującej się do Mistrzostw Świata, które miały być nie tylko największym sportowym wydarzeniem w naszym kraju ale i najlepiej zorganizowaną edycją tego turnieju w historii dyscypliny! Przed startem tej imprezy reprezentacja Polski pod wodzą nowego duetu szkoleniowców wzięła udział w XII Memoriale Huberta Jerzego Wagnera, rozgrywanym w TAURON Arenie Kraków. Oczy wszystkich były zwrócone na Antigę, który ku niedowierzaniu wielu kibiców namówił do powrotu do kadry takie gwiazdy, jak Paweł Zagumny czy Mariusz Wlazły. Cały turniej wygrali Rosjanie z siedmioma punktami na koncie, a druga była reprezentacja Biało-czerwonych. Jednak nie wynik Memoriału a informacja o tym, że Antiga zrezygnował z usług Bartosza Kurka odbiła się szerokim echem! Niepokój wśród kibiców, obserwatorów, osób związanych z siatkówką sięgał zenitu. Zadawano sobie pytanie – jak to możliwe, że reprezentacja wystąpi na Mistrzostwach Świata bez tego zawodnika? – Po prostu wybrałem czterech przyjmujących do czternastki na Mistrzostwa, a więc: Winiarski, Kubiak, Mika i Buszek. Bartek Kurek od początku przygotowań nie był wystarczająco efektywny, mimo że pracował bardzo ciężko. – tak argumentował swoją decyzję Francuz. W tamtym momencie nikt nie sądził, że Biało-czerwoni bez Kurka w składzie mogą coś ugrać na największej imprezie globu…
Złota Drużyna Antigi

Piotr Nowakowski
Michał Winiarski (kapitan)
Dawid Konarski
Paweł Zagumny
Karol Kłos
Andrzej Wrona
Mariusz Wlazły
Fabian Drzyzga
Michał Kubiak
Krzysztof Ignaczak
Paweł Zatorski
Marcin Możdżonek
Mateusz Mika
Rafał Buszek

Historyczne wydarzenie na Stadionie Narodowym

Wymienieni wyżej siatkarze na stałe zapisali się na kartach historii polskiej siatkówki. Jak wyglądał ich marsz po złoto? Początek był obiecujący. Polacy zwyciężyli w pięciu spotkaniach, rozgrywanych w pierwszej fazie. Pokonali kolejno Serbię, Australię, Wenezuelę, Kamerun i Argentynę, zdobywając łącznie 15 punktów, tracąc przy tym tylko jednego seta w spotkaniu z Kamerunem. Inauguracyjny mecz Biało-czerwonych z Serbią odbył się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Spotkanie obejrzało 61 500 kibiców! Wspaniały wynik! Do naszego kraju zewsząd płynęły gratulacje za świetnie przygotowaną ceremonię otwarcia, która była oglądana w każdym zakątku na świecie. Hymn a cappella – tego nawet nie da się opisać. Trzeba to po prosto odtworzyć w pamięci. Dreszcze a niekiedy nawet łzy wzruszenia! Tak właśnie rozpoczęła się droga naszych siatkarzy, którzy na wszystkich przystankach Mistrzostw Świata byli wspierani przez – jak to mówi Marek Magiera – VIP-ów na VIP-ami. No cóż, jesteśmy NAJLEPSI na świecie!

W drugiej fazie nasza reprezentacja rozegrała cztery spotkania. Niestety, pierwszy mecz ze Stanami Zjednoczonymi zakończył się naszą porażką. Potem na drodze stanęli Włosi, ale z nimi Polacy uporali się w czterech setach. Kolejne dwa starcia to już duża dawka emocji na najwyższym poziomie! Podopieczni Antigi potrzebowali aż pięciu setów, żeby wygrać z Iranem i Francją. Na szczęście jednak tie-breaki okazały się naszą specjalnością. Ale przecież nie od dziś mówi się, że szczęście sprzyja lepszym, a my wtedy – choć jeszcze tego nie wiedzieliśmy – byliśmy najlepsi! Z grupy E Polacy wyszli z drugiego miejsca z dorobkiem 16 “oczek”. Wyprzedziła nas ekipa Les Bleus, która była lepsza o jeden punkt.

Prawdziwy sprawdzian

W trzeciej fazie czekały nas mecze z potentatami siatkówki – drużyną Canarinhos i Sbornej. Teraz już nie było miejsca na żadne potknięcia. Stawka była ogromna, a stres i presja mogły sparaliżować kadrowiczów. Celem było dotarcie do półfinałów, które miały być rozgrywane w magicznym miejscu – katowickim Spodku, nazywanym “mekką” polskiej siatkówki. Pierwszy mecz graliśmy z Brazylią przy wypełnionej po brzegi hali. Chociaż łatwo nie było, bo o zwycięstwie miał zadecydować tie-break, to ostateczna walka na przewagi zakończyła się naszym zwycięstwem. W kolejnym meczu czekali na nas już Rosjanie, nasz odwieczny rywal. Spotkania tych dwóch drużyn zawsze mają dodatkowy smaczek, ale nie on był tutaj najważniejszy. Bo właśnie toczyła się walka na śmierć i życie. Na szczęście również i w drugim meczu byliśmy lepsi od rywali i tym razem nie sprawdziło się stare siatkarskie porzekadło, że kto nie wygrywa 3:0, ten przegrywa 2:3…

Dni chwały po czterdziestu latach

Dziesięć zwycięstw na jedenaście spotkań – taki bilans nasi siatkarze mieli po trzech fazach Mistrzostw Świata. Każda wygrana powodowała, że ciche marzenie było coraz bliżej… a jednak wciąż tak samo daleko jak na początku! To co wydarzyło się wcześniej już teraz nie miało znaczenia. W półfinale czekali na nas sąsiedzi. Drużyna dowodzona przez Vitala Heynena (obecnie szkoleniowca reprezentacji Polski – przyp. red.) zdołała ugrać jedynie seta, a więc stało się jasne, że zagramy w FINALE!

O godzinie 20.15 zagrano hymny narodowe. Po drugiej stronie siatki wielka Brazylia z Bernardo Rezende na ławce i nasi siatkarze wspierani przez znakomitych kibiców. Hymn a cappella w finale Mistrzostw Świata, rozgrywanych na polskiej ziemi, przyprawiał o dreszcze wszystkich, tych zgromadzonych w hali i tych przed telewizorami. Tej nocy mogliśmy okazać się Mistrzami Świata albo przegrać najważniejszy mecz na tym turnieju. Finałowe spotkanie rozpoczęło się od mocnego akcentu rywali, którzy wygrali różnicą siedmiu punktów. Jednak od drugiego seta to my rozpoczęliśmy marsz w kierunku złota. Gdy zabrzmiał ostatni gwizdek sędziego kibice i siatkarze płakali z radości. Tak, tak, tak – po czterdziestu latach ponownie zostaliśmy Mistrzami Świata! Drużyna prowadzona przez Antigę i Blaina powtórzyła sukces Złotej Drużyny Wagnera.

Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść… niepokonanym

Nie trzeba chyba nikomu przypominać, kogo mogą dotyczyć te słowa. MVP Mistrzostw Świata – Mariusz Wlazły! Wrócił, żeby rozegrać ostatni turniej z orzełkiem na piersi. Z perspektywy czasu na pewno nie żałuje. Kibice zapamiętają na długo słowa o tym, że to koniec jego reprezentacyjnej kariery.

Pamiętna data

21. września 2014 – to data, która na stałe wyryła się w pamięci kibiców. Warto jednak również pamiętać nie tylko o tych, którzy grali na parkiecie, ale również i o tych, którzy czuwali nad tym, żeby reprezentantom nie zabrakło niczego.

Sztab szkoleniowy i medyczny:

Stephane Antiga – I trener
Philippe Blain – II trener
Wojciech Janas – trener przygotowania fizycznego
Oskar Kaczmarczyk – statystyk
Robert Kaźmierczak – statystyk
Jan Sokal – lekarz prowadzący
Paweł Brandt – fizjoterapeuta
Tomasz Pieczko – fizjoterapeuta
Diedier Bennetot – osteopata
Mariusz Szyszko – rzecznik reprezentacji mężczyzn
Andrzej Wołkowycki – kierownik reprezentacji
Hubert Tomaszewski – menadżer reprezentacji

Wyniki poszczególnych meczów podczas Mistrzostw Świata 2014 rozgrywanych w Polsce

I faza (Warszawa, Wrocław) – grupa A

Polska – Serbia 3:0 (25:19, 25:18, 25:18)
Australia – Polska 0:3 (17:25, 19:25, 22:25)
Polska – Wenezuela 3:0 (25:20, 25:13, 25:14)
Kamerun – Polska 1:3 (27:25, 23:25, 16:25, 22:25)
Polska – Argentyna 3:0 (25:20, 25:20, 25:23)

II faza (Bydgoszcz, Łódź) – grupa E

Polska – USA 1:3 (27:29, 22:25, 27:25, 23:25)
Polska – Włochy 3:1 (19:25, 25:18, 25:20, 26:24)
Polska – Iran 3:2 (25:17, 25:16, 24:26, 19:25, 16:14)
Polska – Francja 3:2 (25:18, 21:25, 25:23, 22:25, 15:12)

III faza (Łódź) – grupa H

Polska – Brazylia 3:2 (25:22, 22:25, 14:25, 25:18, 17:15)
Polska – Rosja 3:2 (25:22, 25:22, 21:25, 22:25, 15:11)

Półfinał (Katowice)

Niemcy – Polska 1:3 (24:26, 26:28, 25:23, 21:25)

Finał (Katowice)

Brazylia – Polska 1:3 (25:18, 22:25, 23:25, 22:25)

Marzeń nie powinno się wyjawiać, a więc tego nie róbmy. Kibicujmy po prostu i trzymajmy kciuki za naszą reprezentację w tym roku podczas Mistrzostw Świata. A Złotej Drużynie Antigi po prostu podziękujmy jeszcze raz za wspaniałe wspomnienia!

inf.własna/fivb.org/pzps.pl
fot. FIVB

Facebook Comments