Trefl Gdańsk w niedzielę uległ w czterech setach drużynie Indykpolu AZS-u Olsztyn w ERGO ARENIE, na granicy Gdańska i Sopotu. O przewadze rywali w końcówkach partii,  podejmowanym ryzyku na zagrywce i charakterze „gdańskich lwów” rozmawialiśmy z Bartoszem Filipiakiem, atakującym żółto-czarnych.

Emilia Kotarska: Komplet punktów pojechał do Olsztyna, ale trzy pierwsze sety meczu z Indykpolem  to zacięta walka w końcówkach. Czego zabrakło w tych przegranych partiach?

Bartosz Filipiak: Pierwsze trzy sety były naprawdę wyrównane. Toczyliśmy batalię punkt za punkt. W końcówkach ryzykowaliśmy, ale w meczu z Olsztynem nie mieliśmy tyle szczęścia, by wygrać. To i cierpliwość zespołu z Olsztyna zaważyła na wyniku. Nasz styl polega na tym, że podejmujemy duże ryzyko. Czasem to nam się opłaca, a czasem – niestety – już nie.

Podopieczni Paolo  Montagnani w końcówkach pierwszego i trzeciego seta pokazali więcej cwaniactwa boiskowego. Na ich korzyść przemawia też doświadczenie zdobyte wcześniej na parkiecie. To stanowiło różnicę w zażartych końcówkach?

Dokładnie tak. Wystarczy spojrzeć, kto stał po drugiej stronie siatki. Dobić się do pomarańczowego pola było nam bardzo trudno. Olsztyn ma znakomicie zorganizowany blok i obronę. Niewątpliwie, Indykpol jest bardziej doświadczonym zespołem, potrafi  opanować emocje w końcówkach, dlatego to oni zwyciężyli za trzy punkty.

Po raz kolejny mocno postawiliście na zagrywkę. Mecz z AZS-em był najtrudniejszym spotkaniem od początku tego sezonu?

Myślę, że mamy fajne możliwości w serwisie i przy dobrej dyspozycji potrafimy to wykorzystać. Dzisiaj nasza zagrywka nie wyglądała najlepiej, była rwana, momentami wkradało się dużo błędów, ale też były momenty, gdzie mnóstwo zyskiwaliśmy po dobrym serwisie. Taki jest nasz styl. Do tej pory przynosiło to rezultaty, dzisiaj detale zadecydowały o zwycięstwie Olsztyna.

W tym spotkaniu olsztynianie wypracowali sobie przewagę w bloku. W Waszej drużynie ten element nie funkcjonował tak jak w poprzednich starciach. Wynikało to właśnie z tej słabszej dyspozycji w polu serwisowym?

Przy dokładnym dograniu Paweł Woicki potrafi zrobić naprawdę super robotę. Zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Przed meczem ustaliliśmy, że zabezpieczeniem się przed ich dobrą grą będzie właśnie podjęte ryzyko na zagrywce. Tak jak wspominałem wcześniej, momentami to nam się opłaciło, a momentami nie. Brawa dla Olsztyna, bo wygrali zasłużenie, byli zdecydowanie lepszym zespołem.

Trzy pierwsze sety pokazują, że aż takiej różnicy w grze nie było. Jedynie czwarty set to zdecydowana przewaga gości.

To był nasz pierwszy set tak wyraźnie przegrany, bez większej walki. Jest to jednak doskonały materiał do analizy. Nawet walka punkt za punkt z takim zespołem daje dużo radości i materiału do tego, żeby wyciągnąć wnioski na przyszłość. Mamy teraz tydzień na przygotowanie się do prawdziwego maratonu, bo – bodajże – jak zaczniemy grać z Lubinem, to zatrzymamy się dopiero w święta. Może właśnie przed tym wyzwaniem, potrzebowaliśmy takiego impulsu, żeby pracować dalej nad tym, co nam nie wychodzi.

Mimo porażki, nie zwieszacie więc głów?

Jasne, że nie zwieszamy głów. Sezon jest bardzo długi. Rozegraliśmy dopiero piąte spotkanie. Skupiamy się na codziennej pracy. Mamy nadzieję, że trud włożony w treningi będzie przynosił  efekty, tak jak to było do tej pory. Głęboko w to wierzymy.

Jak czujecie się jako drużyna? Drużyna, która została zbudowana w tym sezonie przez Michała Winiarskiego. Waleczność, charakter i team spirit będzie Waszą siłą?

Dokładnie tak jest. Zdajemy sobie sprawę, że musimy tak grać. Musimy być bardzo zaangażowani na boisku, bo nie jesteśmy tak doświadczonym zespołem. Większość zawodników przegrała mnóstwo meczów w lidze. Wiemy, że jesteśmy na dorobku i właśnie tym zaangażowaniem oraz chęciami będziemy  walczyć o każdy najmniejszy punkt, potem set oraz mecz.

Tej walki, ambicji i zaangażowania uczycie się wraz z trenerem, który debiutuje w roli pierwszego szkoleniowca, więc dla niego to jest też zupełnie coś nowego. Jak układa się współpraca z trenerem Winiarskim?

Myślę, że najlepiej naszą współpracę oddaje nasza postawa na boisku. O trenerze mogę wypowiadać się w samych superlatywach. Zmiana klubu była dla mnie ogromną zmianą na plus. Cieszę się, że jestem  w Gdańsku.

Po trzech latach opuściłeś drużynę z Bydgoszczy. W wywiadach przed sezonem wspominałeś, że potrzebowałeś już zmiany. Zdecydowałeś się reprezentować barwy Trefla Gdańsk, przyszedłeś zastąpić Macieja Muzaja. Czujesz na sobie większą odpowiedzialność i presję z tego tytułu?

Traktuję siatkówkę jak dobrą zabawę i spełnienie moich marzeń. Nie czuję presji z racji tego, że muszę zagrać mecz. To jest dla mnie duża przyjemność. Patrzę na to właśnie z takiej perspektywy. Nie zwracam uwagi na to, że przede mną był Maciek czy Damian Schulz. Mamy nowy zespół z nowym trenerem, zupełnie inne cele i na tym staram się koncentrować.

Jaki cel indywidualny postawiłeś sobie na ten sezon?

Szczerze powiem, że nie mam indywidualnego celu pod względem klasyfikacji. Chcę po prostu bawić się na boisku, czerpać z tego radość i dawać ją kibicom, a przy tym wygrywać jak najwięcej się da.

Podsumowując naszą rozmowę, powiedz co będzie lub już co jest największym atutem „gdańskich lwów”?

Myślę, że właśnie ta wspomniana wcześniej waleczność i chęć do pracy. Codziennie przychodzimy na trening z uśmiechem na ustach, każdy kipi energią, nie ma żadnego problemu z motywacją. Wydaje mi się, że to nas scala i pozwala na boisku odnaleźć się jako zespół. Życzyłbym sobie, żebyśmy w takiej atmosferze pracy wytrwali do końca sezonu.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję również.

w ERGO ARENIE rozmawiała Emilia Kotarska