Wojciech Grzyb dla s-w-o.pl: Spotkania z byłymi drużynami wywołują trochę większe emocje

LOTOS Trefl Gdańsk w sobotę wygrał za dwa punkty starcie z Łuczniczką Bydgoszcz. W trzecim secie na parkiecie pojawił się Wojciech Grzyb, który zdobył w meczu sześć punktów i atakował ze skutecznością 83%. Po spotkaniu skomentował specjalnie dla nas przebieg meczu, rolę zmienników i odniósł się do kolejnego wyjątkowego dla niego rywala.Emilia Kotarska: Wywozicie dwa cenne punkty z Bydgoszczy, chociaż to gospodarze prowadzili 2:1 i sytuacja wcale nie była komfortowa, ale ostatecznie udało się przechylić szalę zwycięstwa na Waszą korzyść…

Wojciech Grzyb: Rzeczywiście, nasza gra nie wyglądała najlepiej. Rzadko zdarzało się, że wszystkie elementy funkcjonowały na odpowiednim poziomie. W pierwszym secie zabrakło nam obrony, w drugim już lepiej zaprezentowaliśmy się w defensywie i to spowodowało, że doprowadziliśmy do remisu. Przegrany trzeci set podziałał na nas mobilizująco, dlatego w czwartym wyraźnie już widać było naszą dominację. W tie-breaku toczyliśmy wyrównaną walkę do pewnego momentu, ale z czasem udało nam się uzyskać dwa punkty przewagi, dzięki czemu nasza gra uspokoiła się i to my wychodzimy zwycięsko z tego meczu.

Bydgoszczanie skupili się na tym, żeby wyeliminować z gry podstawowych zawodników – Michała Masnego, Mateusza Mikę i Bartka Gawryszewskiego, dzięki czemu dzisiaj zmiennicy mieli okazję zaprezentować się w dłużej perspektywie czasu i poprowadzić zespół do zwycięstwa…

To na pewno cieszy, kiedy zmiennicy wchodzą na parkiet i są w stanie odwrócić losy meczu. Na boisku zobaczyliśmy Przemka Stępnia i Bartka Pietruczuka. Obie zmiany były jak najbardziej na plus. Ja też miałem okazję wejść i pomóc mojej drużynie, z czego się bardzo cieszę. Cechą dobrej drużyny jest to, że kiedy jakiś element nie funkcjonuje tak, jak powinien danego dnia u jakiegoś zawodnika, to wchodzi ktoś z ławki i odmienia całą sytuację.

Spodziewaliście się tak dobrej postawy gospodarzy w dzisiejszym meczu? Czym zaskoczyli Was bydgoszczanie?

Łuczniczka bardzo dobrze dzisiaj przyjmowała – więc albo to było spowodowane tym, że zawodnicy mieli po prostu swój dzień, albo tym, że poziom naszej zagrywki nie był tak dobry, jak jest zazwyczaj. Bydgoszczanie, kiedy mieli dobre przyjęcie, to natychmiast to wykorzystywali. Mnie osobiście, zaskoczyli pozytywnie tym, że właśnie w przyjęciu zagrali naprawdę dużo lepiej, niż to miało miejsce w poprzednich spotkaniach. Generalnie jednak, zagrali to, na co my byliśmy wcześniej przygotowani. To było widać zwłaszcza w dwóch ostatnich setach.

Łuczniczka odrzuciła Was dzisiaj od siatki. W polu serwisowym bardzo dobrze spisywali się młodzi zawodnicy tej drużyny Bartosz Filipiak i Kacper Bobrowski..

W pierwszym secie zagrywka Kacpra rozstrzygnęła tak naprawdę wynik. Bartosz Filipiak, młody atakujący gospodarzy, zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Jego atutem był serwis, ale nie można nie zauważyć tego, że znakomicie spisywał się też w ataku. Myślę, że dzisiaj był mocnym punktem swojego zespołu. Można nawet powiedzieć, że był jego liderem. Na szczęście, to my jednak wygraliśmy spotkanie i możemy cieszyć się z dwóch punktów, bo nie przyszły one łatwo.

Kolejny mecz zagracie u siebie z drużyną Indykpolu AZS. Pochodzisz z Olsztyna, tam też stawiałeś pierwsze kroki na siatkarskich parkietach – w związku z tym to spotkanie budzi u Ciebie dodatkowe emocje?

Zdecydowanie tak, chociaż co prawda z tej mojej pierwszej olsztyńskiej drużyny został tylko Piotr Poskrobko (obecnie asystent Andrei Gardiniego – przyp. Red.), z którym miałem okazję grać w olsztyńskich barwach. AZS darzę dużym sentymentem, ale chciałbym mimo wszystko wygrać to spotkanie. Nie ulega wątpliwości, że spotkania z byłymi drużynami wywołują trochę więcej emocji niż pozostałe spotkania ligowe. Jednak w każdym meczu chce zagrać się jak najlepiej.

W Bydgoszczy rozmawiała Emilia Kotarska

 

 

Facebook Comments