The Best House Manager przedstawia…

The Best House Manager przedstawia… Pierwsza odsłona za nami. Dzisiaj przypominamy Wam, o czym Kasia Grzyb pisała tydzień temu. A juz jutro o godzinie 18.00 czeka Was kolejna porcja dobrej zabawy. Przygotujcie się, bo z Grzybkami nie da się nudzić!

The Best House Manager przedstawia…

czyli anegdoty z Grzybków życia wzięte oraz siatkarskie ciekawostki

SZTUKA W JEDNYM AKCIE

OSOBY: Kasia, Wojtek, Lena i Michał Grzyb

CZAS i MIEJSCE AKCJI: Dawno dawno temu w odległej Galaktyce

(Podczas wspólnej jazdy samochodem prowadzona jest bardzo interesująca rozmowa pomiędzy rodzicami i dziećmi)

7-letni wówczas Michał: Tato, a jakie miałeś przezwisko w szkole?

Wojtek: Odkąd pamiętam zawsze na mnie wołali Grzybek.

Michał: Tak? Bo na mnie też często mówią Grzybek.

              (tutaj ogromny uśmiech pojawia się na twarzy Michała)

              Mamo, a ty jakie miałaś przezwisko?

Kasia: Na mnie w szkole wołali Pejówka – od mojego panieńskiego nazwiska Pejo.

Michał: A lubiłaś jak mówili do ciebie Pejówka?

(Kasia nie zdąży odpowiedzieć, kiedy do rozmowy wtrąca się najmłodszy członek rodziny)

4-letnia wówczas Lena: Ja lubię pajówki!

(czytaj: parówki) (tu następuje głośny śmiech i ogólne rozbawienie całej rodziny)

KURTYNA

Teraz zamiast klasycznego postscriptum (czyli PS.) będzie CS. czyli ciekawostka siatkarska.

Cs. Czy wiecie, że kiedy Wojtek grał w reprezentacji Polski za czasów trenera Raula Lozano, jego przezwisko „Grzybek” zostało czasowo wyparte przez „Giba” (czytaj: dżiba). Było to nawiązanie do znanego brazylijskiego siatkarza Gilberto Amauri de Godoy Filho (występującego pod pseudonimem Giba). Nie chodziło o podobieństwo pod względem umiejętności siatkarskich (w końcu chodzi o zupełnie inną pozycję na boisku). Po prostu trener Lozano miał duże trudności w wymówieniu nazwiska Grzyb. Kiedy wołał Wojtka, to za każdym razem inaczej mu to wychodziło („dżib”, „dżip”, „dżik”). Wszyscy śmiali się z tego i dlatego pewnego razu trener Lozano powiedział: „Ok. Będę do Ciebie mówił po prostu Giba”. I tak Wojtek został wtedy okrzyknięty naszym polskim Gibą. Przed Mistrzostwami Świata w Japonii nasi reprezentanci grali dwa sparingi z Brazylią. Podczas tych spotkań koledzy z drużyny specjalnie wołali Wojtka, używając jego nowego przezwiska. Oczywiście, za każdym razem odwracał się prawdziwy Giba i był nieco zdezorientowany sytuacją. Natomiast trochę zawstydzony Wojtek udawał, że to nie jego wołają.

I tak oto wielki powrót stał się faktem! Cieszymy się, że Kasia znów jest z nami i teraz co tydzień będziemy ponownie wyruszać na spotkanie z rodzinką Grzyb. Tym razem zwiedzaliśmy odległą Galaktykę. Gdzie znajdziemy się jutro? Jesteście ciekawi?

Czekamy na Wasze komentarze i opinie. Przyznajcie się, że nie wiedzieliście, iż gdzieś na świecie, a w tym przypadku bardzo blisko, jest drugi „Giba”?! 😉

*Fot. Paulina Grabowska/Grabek Photography

Facebook Comments