The Best House Manager przedstawia… #4

Tydzień temu mieliśmy okazję poznać jedną z najciekawszych siatkarskich tajemnic. Dzisiaj natomiast dowiemy się, kto jest największym „rozrabiaką” w rodzinie Grzybków. Kasia zdradzi nam również, ile trwała najdłuższa podróż Wojtka między dwoma spotkaniami w Lidze Światowej i gdzie na obiad swoich siatkarzy zabrał Raul Lozano. Możecie obstawiać! Ciekawe, czy ktoś zdoła znaleźć poprawną odpowiedź. Miłej lektury!

#4

The Best House Manager przedstawia…

czyli anegdoty z Grzybków życia wzięte i siatkarskie ciekawostki

The Best House Manager bardzo kocha swoje małe Grzybki. Każde dziecko jest zupełnie inne, choć jednakowo cudowne dla swojej rodzicielki. Ostatnio furorę w rodzinie robi najmłodszy Grzybek- trzyletnia Lila. To wulkan energii, skarbnica nietuzinkowych pomysłów, specjalistka od dokuczania starszemu rodzeństwu oraz ekspertka w podnoszeniu ciśnienia rodzicom. Oprócz tego, to niesamowity słodziak i mistrzyni wyznawania miłości. Liliana uwielbia swojego tatusia i kiedy on wychodzi z domu na trening, ona już dwie minuty później płacze z tęsknoty („tęsknię za moim kochanym tatusiem”). Najmłodszy Grzybek potrafi również rozśmieszyć każdego do łez. Lila swoje specyficzne poczucie humoru odziedziczyła prawdopodobnie po tatusiu. Tyle wstępu, przejdźmy do konkretów.

Popołudnie w domu Grzybków. The Best House Manager krząta się w kuchni. Nadchodzi pora podwieczorku, a ciasto samo się nie zrobi. W salonie przy stole urzęduje reszta Grzybków. Michał czyta książkę, Lena konsultuje z tatą swoją pracę domową, a Lila próbuje zwrócić na siebie uwagę, czyli przeszkadza. Siada na stół i zrzuca przybory szkolne siostry. Tata ściąga ją na dół i tłumaczy, że tak nie wolno robić. Liliana śmieje się i z podejrzaną iskrą w oku powtarza swój wyczyn. Tata ponownie usuwa ją ze stołu i stanowczo mówi: „Nie”. Sytuacja powtarza się kilkukrotnie. Wygląda na to, że Lila bawi się w najlepsze, w przeciwieństwie do kochanego tatusia. Według definicji cierpliwość to spokojne podejście do przykrych zdarzeń, szczególnie niemiłego cudzego postępowania. W tej sytuacji spokojnie się nie dało! Dlatego tata, widocznie już zirytowany, zapytał najmłodszą córkę podniesionym głosem: „Co ty słyszysz, jak ja mówię do ciebie NIE?”. Na co Lilka odpowiedziała z rozbrajającą szczerością: „Ble, ble, ble”.

KONIEC

Cs.* Czy wiecie, że nasza reprezentacja siatkarzy corocznie pokonuje dziesiątki tysięcy kilometrów? Zawodnicy podróżują po globie w ramach Ligi Światowej lub innych międzynarodowych wydarzeń sportowych. Najdłuższa podróż, jaką Wojtek odbył z reprezentacją kraju trwała 57 godzin. To była „wycieczka” z Chin (a dokładnie z miasta Chengdu) przez Europę do Argentyny (Catamarca) w 2007 roku podczas Ligi Światowej. Po rozegraniu spotkań z chińską drużyną, Polacy mieli udać się do Catamarci na dwumecz z Argentyńczykami. W Europie nastąpiła rotacyjna wymiana składu kadry. Wojtek znalazł się wśród tych szczęśliwców, którzy mogli wziąć udział w kolejnych meczach Ligi Światowej. Nasi reprezentanci dolecieli do Buenos Aires, a stamtąd mieli dostać się do Catamarci. Niestety na krajowym lotnisku był strajk i wszystkie loty zostały wstrzymane. Polskim siatkarzom zaproponowano w zamian autobus, którym musieli pokonać dystans 1360 km. Na szczęście wraz z kadrą podróżował przedstawiciel sponsora reprezentacji i właśnie dzięki niemu (w porozumieniu z centralą) udało się wyczarterować mały samolot. Jednak czas oczekiwania na czarter wynosił dodatkowych kilka godzin. Podczas tej przerwy siatkarze wraz z trenerem Lozano, który jako rodowity Argentyńczyk znał dobrze okolice Buenos Aires, udali się do bardzo dobrej restauracji znajdującej się na łodzi. Mieli tam okazję rozkoszować się wyśmienitą argentyńską kuchnią. Podobno steki były wyborne. Załatwiony samolot był nieduży, dlatego mogli nim polecieć tylko zawodnicy i trener. Reszta reprezentacji niestety musiała dojechać autokarem. Dystans z Buenos Aires do Catamarci był na tyle duży, że po drodze odbyło się jeszcze międzylądowanie na uzupełnienie paliwa.

Podsumowując, szczęściarze spędzili w podróży „tylko” 57 godzin, a reszta osób (podróżujących autokarem do miejsca docelowego) jeszcze parę godzin więcej. Tylko pozazdrościć! 😉

*Ciekawostka siatkarska

Jeśli ktoś z Was jeszcze nie miał okazji przeczytać poprzednich tekstów Kasi Grzyb poniżej prezentujemy bezpośrednie odnośniki. Gorąco zachęcamy do wyrażania swoich opinii w komentarzach 😉

Fot. Kinga Grzonkowska/ KG Photo

Facebook Comments