Siatkarskie rozważania – czyli obiektywnym okiem o PlusLigowych parkietach

Za nami już 19. kolejek PlusLigi. W dzisiejszym felietonie podsumuję więc to, co do tej pory miało miejsce na ekstraklasowych parkietach i wyciągnę pierwsze wnioski z tego już teraz ciekawego sezonu.

Zacznę od tych, którzy otwierają tabelę. To, że ZAKSA, Skra i Resovia będą rywalizować o trzy pierwsze pozycje, było w zasadzie do przewidzenia. Wydaje się, że najrówniej jak na razie prezentują się kędzierzynianie. Poza trzema porażkami, które zresztą ponieśli z rąk dwóch innych potentatów naszej ligi, w obecnych rozgrywkach nie ma na nich mocnych. Siatkarze Ferdinando de Giorgiego w ostatnim czasie mieli prawdziwy maraton spotkań, bo w ciągu 20 dni rozegrali aż 7 meczów. Spodziewałem się, że nie wytrzymają tego kondycyjnie, ale jestem mile zaskoczony. W końcu w tym czasie ulegli tylko bełchatowskiej Skrze, po fantastycznym starciu. Po drodze zdobyli też Puchar Polski, rewanżując się w finale żółto-czarnym, a w Lidze Mistrzów niespodziewanie pokonali na wyjeździe silne Dynamo Moskwa i obok Zenitu Kazań są jedynym zespołem, który jak dotąd ma komplet punktów w tych elitarnych rozgrywkach. Jeśli utrzymają swoją aktualną dyspozycję, rywalom może być trudno ich zatrzymać.

Siatkarze PGE Skry Bełchatów prezentują się niemal równie dobrze. Świadczy o tym chociażby fakt, że gdyby nie walkower, przez który zapisano im porażkę z Espadonem Szczecin, znajdowaliby się na fotelu lidera. Bełchatowianie w tym sezonie mają naprawdę świetny skład z długą i solidną ławką, dzięki czemu mają bardzo szeroki wachlarz zmian. Na dodatek, po 2. kolejce do zespołu dołączył Bartosz Kurek, który przez problemy osobiste zrezygnował z gry w Japonii. Żółto-czarni ostatnią ligową przegraną zanotowali dopiero 9 listopada 2016 roku i tym samym są obecnie najdłużej niepokonanym zespołem PlusLigi. Dobrą formę w ekstraklasie przypłacili jednak falstartem w rozgrywkach Champions League, gdzie nie poradzili sobie nawet z mistrzem Rumunii, ale ostatnie zwycięstwo z ACH Volley Ljubljana daje im spore nadzieje na wyjście z grupy. We Wrocławiu nie zdołali co prawda obronić Pucharu Polski, ale kibiców z Bełchatowa może pocieszyć sprawdzające się ostatnimi czasy porzekadło, które mówi, że zdobywca Pucharu, nie wygrywa mistrzostwa.

Przyszedł czas na Asseco Resovię Rzeszów. Forma podopiecznych Andrzeja Kowala w tym sezonie ma duże skłonności do falowania. Pierwszego miesiąca nowego roku siatkarze z Podkarpacia z pewnością nie mogą zaliczyć do udanych. W czterech dotychczasowych spotkaniach odnieśli tylko jednią wygraną, a najlepszym dowodem słabszej formy „Pasów” jest lanie od Cucine Lube Civitanovy w meczu 3. kolejki Ligi Mistrzów. Terminarz dla wicemistrzów Polski też nie jest zbyt łaskawy – kolejne mecze to  ligowy szlagier, w którym zmierzą się z silną PGE Skrą Bełchatów oraz rewanż w Lidze Mistrzów z ekipą z Maceraty. Warto też wspomnieć, że po kilku słabszych wynikach, trener Kowal oddał się w listopadzie do dyspozycji zarządu. Ten jednak w pełni mu ufa i pozostawił go na stanowisku, czy słusznie? Okaże się na koniec sezonu. Myślę jednak, że powrót rzeszowian do dobrej dyspozycji jest tylko kwestią czasu. Jest to bez wątpienia klasowy zespół, który na pewno nie złoży broni i do ostatniej kolejki będzie walczyć o miejsce w finale PlusLigi. W końcu Asseco Resovia to klub, który zawsze mierzy w najwyższe cele.

Zespoły, które zajmują czwartą i piątą lokatę można uznać za niespodziankę. W końcu kto by się spodziewał, że Jastrzębski Węgiel, który jeszcze niedawno był w bardzo trudnej sytuacji finansowej, będzie ciągle utrzymywał się w czołówce ligi? W szczytowej formie pokonali Asseco Resovię, PGE Skrę i byli o krok od wywiezienia triumfu z Kędzierzyna-Koźla. Strzałem w dziesiątkę okazał się transfer Kubańczyka z niemieckim paszportem, Salvadora Hidalgo Olivy. Jest to bardzo barwna postać, która bez wątpienia dała naszej lidze sporo jakości i wciąż utrzymuje solidny poziom. Idealnie pokazują to jego statystyki – 380 punktów i 6 jak dotąd statuetek MVP nie wzięło się z niczego. Poza tym, trzeba też wyróżnić Macieja Muzaja, czy Lukasa Kampę, którzy także mają duży wpływ na postawę swojej drużyny. W ostatnim czasie Mark Lebedew stracił jednak bardzo ważnego zawodnika, bowiem Scott Touzinsky przez kontuzję musiał zakończyć karierę. Podsumowując, jastrzębianom za postawę w tym sezonie należy się wielki szacunek, ich gra może się podobać i jestem bardzo ciekawy, jak dalej potoczą się ich losy.

Duże wrażenie zrobiła na mnie też drużyna Indykpolu AZS Olsztyn. Akademicy bardzo śmiało poczynają sobie w obecnych rozgrywkach i w pełni zasłużyli na piątą, jak na razie, pozycję w tabeli. Trzeba przyznać, że Andrea Gardini dobrze poukładał ten zespół i przyjemnie się patrzy na ich grę, napędzaną przez Wojciecha Włodarczyka czy Jana Hadravę. Nikt chyba jednak nie spodziewał się, że olsztynianie będą rywalizować o miejsce w pierwszej czwórce. Mieszanka młodości z doświadczeniem wypaliła i bardzo cieszy mnie to, że tacy siatkarze jak Aleksander Śliwka czy Jakub Kochanowski mogą się rozwijać i nabierać doświadczenia przy Pawle Woickim czy Danielu Plińskim. To z pewnością zaprocentuje i miejmy nadzieję, że w przyszłości zarówno Śliwkę, jak i Kochanowskiego będziemy oglądać w reprezentacji Polski.

Jeśli mowa o niespodziankach i zaskoczeniach, nie sposób nie wspomnieć o siatkarzach GKS-u Katowice. Beniaminek był przed sezonem skazywany przez niektórych na pożarcie, ale w praktyce okazało się, że potrafi utrzeć nosa nawet najlepszym. Duża w tym zasługa Piotra Gruszki, który jako trener naprawdę się rozwinął i nie bez powodu najprawdopodobniej zostanie w kadrze asystentem Ferdinando de Giorgiego. Katowiczanie na papierze wcale nie wyglądali na mocną ekipę, która walczyłaby o dobre miejsce w środku tabeli, a tak właśnie wygląda ich obecna sytuacja. Na rozkładzie mają m.in. LOTOS Trefl Gdańsk (i to dwukrotnie!) czy Asseco Resovię Rzeszów i trzeba przyznać, że GieKSa zasługuje na pochwały. Takie wygrane z pewnością budują zespół i ciekawe, jak dalej rozwijać się będzie ta drużyna.

Trzeba też nadmienić o dobrej dyspozycji siatkarzy Cuprum Lubin. Podopieczni Gheorghe Cretu wciąż mają przecież szansę, aby włączyć się do gry o medale! Do Jastrzębskiego Węgla, który obecnie zajmuje czwartą pozycję, lubinianie tracą tylko dwa punkty, co zwiastuje naprawdę ciekawą rywalizację w dalszej części rozgrywek. Grzegorz Łomacz i spółka pokazali już zresztą w tym sezonie, że muszą się z nimi liczyć nawet najlepsi, co udowodnili chociażby pokonując we własnej hali Asseco Resovię Rzeszów i to bez straty seta. Utarli też nosa jastrzębianom, których po tie-breaku pokonali na wyjeździe i wszystko to sprawia, że na tym etapie sezonu Cuprum możemy jak najbardziej ocenić na plus.

Przed sezonem mogło się wydawać, że jedną z niewielu ekip, która może zepchnąć „wielką trójkę” z piedestału, będzie LOTOS Trefl Gdańsk. Rzeczywistość okazała się jednak nieco inna, bo siatkarze z Gdańska spisują się poniżej oczekiwań. Przed startem rozgrywek ekipę znad morza opuściło kilku kluczowych zawodników, ale siódma jak na razie pozycja w tabeli z pewnością nie jest adekwatna do potencjału podopiecznych Andrei Anastasiego. Można jednak znaleźć w tej drużynie kilka pozytywów, a jednym z nich jest młodzież. Bartosz Pietruczuk przebojem wdarł się do pierwszej szóstki i prezentuje jak do tej pory solidny poziom, a 18-letni Szymon Jakubiszak to objawienie turnieju finałowego Pucharu Polski. Warto też podkreślić dobrą postawę Damiana Schulza, który na swoim koncie uzbierał już 331 punktów. Atakujący został zresztą MVP ostatniego spotkania z Resovią, w którym gdańszczanie pokazali, że nie zamierzają składać broni w walce o jak najlepszą lokatę w tabeli.

Mały falstart w obecnych rozgrywkach zaliczyli siatkarze Cerradu Czarnych Radom, którzy w pierwszych kolejkach zaliczyli we własnej hali wpadki z BBTS-em Bielsko-Biała i Effectorem Kielce. Z czasem radzili już sobie jednak coraz lepiej i na koncie mają już np. triumf w czterech setach z LOTOSEM Trefl Gdańsk, z którym sąsiadują w tabeli. Robert Prygiel dysponuje bardzo przyzwoitym składem, w którym jest kilku młodych i perspektywicznych graczy. W Radomiu występuje przecież dwóch młodzieżowych mistrzów Europy – Tomasz Fornal i Jakub Ziobrowski, co w połączeniu z takimi zawodnikami, jak David Smith czy Wojciech Żaliński, daje naprawdę ciekawą mieszankę, która nie raz już pokazała, że potrafi odpalić.

Zdecydowanie poniżej swoich możliwości spisuje się natomiast Onico AZS Politechnika Warszawska. Przyznam, że jest to drużyna, na której zawiodłem się chyba najbardziej. Przed rozpoczęciem sezonu upatrywałem w ekipie ze stolicy czarnego konia rozgrywek. W końcu na papierze Inżynierowie wyglądali naprawdę solidnie, bo takie nazwiska jak Paweł Zagumny, Andrzej Wrona, czy Guillaume Samica robią wrażenie, a wspomagani są przecież także bardzo solidnymi Michałem Filipem, młodym Bartoszem Kwolkiem czy Łukaszem Łapszyńskim. W 19 meczach podopieczni Jakuba Bednaruka uzbierali jednak zaledwie 20 punktów i zajmują dopiero 10. miejsce w tabeli, co nie może być zadowalającym wynikiem dla zespołu z takim potencjałem, jaki bez wątpienia posiadają stołeczni siatkarze. Warszawianie mają co prawda przebłyski dobrej gry, ale zdaje się, że jest to za mało, aby włączyć się do walki choćby o pierwszą ósemkę.

Na tym zakończę moje dzisiejsze rozważania. Tak jak wspomniałem, już do tej pory w PlusLidze wydarzyło się sporo, a przed nami przecież jeszcze decydująca faza rozgrywek. Z niecierpliwością czekam więc na kolejne niespodzianki i wiele emocji, których na pewno nie zabraknie. Do przeczytania! 🙂

 

 

Facebook Comments