Mariusz Wlazły dla s-w-o.pl: Liga Światowa to poligon doświadczalny, aby móc optymalnie zbudować zespół

Fundacja Mariusza Wlazłego na czele z zawodnikiem po sukcesie ubiegłorocznych treningów z dziećmi i młodzieżą kontynuuje to wydarzenie również w tym roku. Mariusz Wlazły ze swoją ekipą zawitali już do Wielunia, Koluszek oraz Krakowa, a w przyszły weekend trening odbędzie się w Łodzi. W rozmowie z nami zawodnik opowiedział o inicjatywie treningów, a także krótko komentuje Ligę Światową w wykonaniu Polaków i oczekiwania wobec nowego trenera PGE Skry.

Wbrew stereotypowi współczesnego nastolatka, który woli spędzać czas przed komputerem treningi z Mariuszem Wlazłym cieszą się dużym zainteresowaniem. Spodziewał się Pan takiego odezwu wśród dzieci i młodzieży?

Mariusz Wlazły: Pomysł moich treningów to właśnie inicjatywa przeciwko temu, aby siedzieć w domu. Nie ukrywajmy – większość z dzieciaków korzysta z wymówek, żeby nie wyjść na dwór, nie uprawiać sportu. Mimo wszystko, odzew na tego typu akcje jest bardzo duży. W ubiegłym roku spróbowaliśmy  zrobić to z siatkówką, sprawdzić jak w rzeczywistości wyglądałaby realizacja takiego pomysłu, czy w ogóle młodzież będzie zainteresowana i czy się uda. Osiągnęliśmy bardzo dobry rezultat, co poskutkowało kontynuacją treningów w tym roku. Stwierdziliśmy, że drugą edycję też chcemy zorganizować m.in. w Krakowie, gdzie zebrała się fajna grupa dzieciaków. Kilkoro z nich wzięło udział już w poprzedniej edycji, a ja bardzo się cieszę, że siatkówka nadal jest ich pasją i ta miłość do sportu nadal u nich funkcjonuje. Moim zdaniem, wbrew pozorom dzieci i młodzież zaczynają się „na nowo” ruszać, zaczynają dostrzegać, że sport jest super! Taki jest główny cel moich treningów. Jest to akcja przeciwko temu, aby dzieci siedziały w domu, ale również, żeby pokazać, że siatkówka nie jest wcale trudnym sportem i można się jej nauczyć poprzez zabawę, grać z rówieśnikami i osiągać sukcesy.

Na pewno taka forma promowania sportu wśród młodzieży jest bardzo atrakcyjna, przy okazji wiele radości sprawia dzieciom spotkanie z Panem czy innymi zawodnikami, których zaprasza Pan na te treningi. Czy wszyscy z nich chętnie zgadzają się na udział w tego typu wydarzeniach?

Tak, jak najbardziej. Wszyscy przyjeżdżają chętnie, jeżeli oczywiście pozwala im na to czas. Mam nadzieję, że wszystkie plany ułożą się pomyślnie i jutro dołączy do nas jeszcze jeden gość (dzisiaj na treningu w Krakowie pojawił się Krzysztof Ignaczak – przyp. red.). Każdemu, komu proponuję dołączenie do mojej drużyny i taką formę promocji sportu wśród dzieci, w miarę możliwości czasowych i jeżeli nie mają innych obowiązków, zawodnicy i trenerzy jak najbardziej przyjeżdżają i chętnie działają razem ze mną. Bawią się z dziećmi, służą swoimi radami i swoim doświadczeniem – nie tylko pod kątem sportowym, ale też życiowym, ponieważ wiele dzieci myśli, że sport to tylko jeden wycinek, ale tak naprawdę przygotowanie psychiczne i mentalne też jest bardzo ważne. Ważne jest to, żebyśmy wiedzieli, że to, co robimy ma sens. Musimy w to wierzyć i dopiero w ten sposób można osiągnąć sukcesy.

Mimo szczerych chęci, niestety nie uda się zorganizować takiego wydarzenia w każdej szkole. W jaki sposób wybierane są miasta na treningi?

Nie ukrywam, że miasta są wybierane między innymi pod kątem partnerów, którzy współpracują z fundacją. Prawda jest taka, że tych eventów nie byłoby, gdyby nie moi partnerzy. Weźmy na przykład firmę Wilson, która daje każdemu dziecku piłkę bardzo dobrej jakości. Wierzę, że między innymi dzięki otrzymaniu takiej piłki miłość do siatkówki zostaje – nie kończy się tylko na tym treningu, ale dzieciaki zabierają ją stąd ze sobą. Pozyskanie takiego partnera, jakim jest Wilson, Agat czy inne, np. firmy krakowskie na pewno nakłaniają nas do tego, żeby w tych miastach organizować takie wydarzenia. Bardzo pozytywne nastawienie ma AZS, który nieodpłatnie udostępnia swoje obiekty sportowe. My nie ponosimy dodatkowych kosztów, dzieci mogą korzystać z tej infrastruktury, a hala jest naprawdę bardzo ładna.

Od sportu w formie zabawy do profesjonalnej siatkówki – czy znajduje Pan czas na oglądanie meczów lub śledzenie wyników Ligi Światowej w wykonaniu Polaków?

Powiem szczerze, że obecnie mogę obejrzeć mecz tylko przed weekendem. W soboty i niedziele jestem tylko i wyłącznie na treningach dla dzieci i młodzieży i na tym się skupiam. Oczywiście śledzę wyniki, ale nie jestem w stanie obejrzeć, bo się nie rozdwoję (uśmiech). Jeśli chodzi o mecze, które udało mi się obejrzeć niestety były przegrane. Aczkolwiek z mojego punktu widzenia Liga Światowa nie jest aż tak arcyważna. To taki poligon doświadczalny, żeby móc optymalnie zbudować zespół. Trzymam kciuki, aby drużyna znalazła swoją drogę, a trener wybrał jak najlepszy skład na Mistrzostwa Europy.

Roberto Piazza będzie trenerem PGE Skry od nowego sezonu. Co Pan sądzi o tym szkoleniowcu? Spodziewa się Pan owocnej współpracy? 

Staram się nigdy nie wypowiadać na temat ludzi, których nie znam osobiście. Mogę jedynie powiedzieć, że jest on bardzo dobrym trenerem ze względu na to, jakie ma osiągnięcia i jaki warsztat pracy prezentuje. W samym obyciu i bezpośrednich kontaktach na chwilę obecną nie jestem w stanie nic o nim powiedzieć, bo jest to trudne, gdy się kogoś nie zna osobiście. Oczywiście z mojej strony mogę zapewnić, że będzie ogromna chęć współpracy. Myślę, że się dogadamy i będziemy tworzyć zgrany zespół.

Rozmawiała Katarzyna Mac
fot. fundacjawlazlego.pl / Paulina Adasiak

Facebook Comments