Jerzy Mróz dla s-w-o.pl: Jestem od tego, żeby to po prostu zrobić

Co roku inne miasto, co roku inna hala. Jak z organizacją turnieju radzi sobie Fundacja Jerzego Huberta Wagnera i co jest najlepszego w polskiej młodzieży? O tym opowiada Prezes Fundacji – Jerzy Mróz.

Agnieszka Wencel: Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, to turniej towarzyski, ale patrząc po tym, co dzieje się na boisku, żadna z drużyn nie traktuje tej imprezy towarzysko. Wszyscy dają z siebie maksimum. Nasza kadra również stara się pokazać z jak najlepszej strony.

Jerzy Mróz: Celem jest, by ta reprezentacja pojechała do Japonii i zdobyła kwalifikację na Igrzyska Olimpijskie – to jest najważniejsze. Tutaj mogą przegrać (rozmowa przeprowadzona ostatniego dnia XIII MHJW przed meczem Polska – Francja – przyp. red.), ale najważniejsze jest to, by w Japonii wygrali i to będzie najpiękniejsze. Ale ja czuję, że odniosą zwycięstwo tutaj i tam.

Memoriał na stałe wpisał się w kalendarz FIVB. W 2008 roku drużyny, które brały udział w turnieju walczyły o awans do Mistrzostw Europy. Gdy planował Pan pierwszą edycję spodziewał się takiego odzewu i że urośnie to do takiej skali?

Niestety, jasnowidzem nie jestem (śmiech) – gdybym nim był zagrałbym w totolotka. Wspomnę tutaj słowa śp. Stefana Paszczyka, który był szefem PKOI, gdy mówiłem do niego, że Memoriał będziemy organizować co dwa lata, powiedział mi: Nie, nie Jureczku, każdego roku. – I miał rację w tej kwestii, to on mnie zmobilizował i to, co roku się udaje. Może to wszystko ma swój urok, dlatego, że mamy małą grupę osób, które zajmują się organizacją. Z Polskiego Związku Piłki Siatkowej są dwie osoby, od nas z fundacji trzy osoby – które to dopinają i to organizujemy. Może właśnie też dlatego, że nie ma wolontariuszy, na każdej imprezie jest taka grupa, która nie zawsze robi to, czego się od nich wymaga. Ja się temu nie dziwię, bo nikt im za to nie płaci. Taka osoba staje i mówi: nie ja tego nie zrobię, albo niech przyjdzie ktoś inny i to za mnie zrobi. Mamy ogromną satysfakcję, bo drużyny już same się do nas zgłaszają i pytają: A czemu nas nie zapraszacie? Bardzo chcielibyśmy zagrać w Memoriale.  Zgłosiło się kilka zespołów ze świata, ale my zachowujemy formułę czterech zespołów, robimy to, jako trzydniowy turniej po dwa spotkania dziennie. Jeżeli zorganizowalibyśmy trzy mecze dziennie, nikt by tego nie wytrzymał. To automatycznie zwiększa skalę przedsięwzięcia, dużo grania – to nie jest Olimpiada, to nie są Mistrzostwa Świata, tylko to jest turniej, gdzie drużyny przyjeżdżają na ostatnie szlify formy przed dużymi zawodami. To jest turniej towarzyski, a mimo wszystko przez tyle lat dajemy sobie radę. Jeżeli nikt nam nie będzie przeszkadzał dalej będziemy to robić. To jest wspaniała impreza – i to nie jest tylko moja ocena. To jest opinia osób, które uczestniczą w tym turnieju. Ja tutaj nie jestem od oceniania, ja testem od tego, żeby to porostu zrobić.

Wspomniał Pan o tym, że niektóre drużyny zaczynają upominać się o udział w Memoriale. Dotychczas z tej TOP 15 najlepszych drużyny brakowało Francji i Stanów Zjednoczonych. Po tegorocznej edycji turnieju wśród uczestników będzie już tylko brakować kadry USA, dlaczego wciąż im nie po drodze na Memoriał?

Zawsze jest tak, że im po prostu nie pasuje termin. Na pewno przyjadą tutaj któregoś roku. U nich problem jest również taki, że oni nie mają ligi, więc ciężko jest się im zebrać. Grają tylko na Mistrzostwach Świata, Lidze Światowej i Igrzyskach Olimpijskich, no i Puchar Świata – to wszystko.  Zawodnicy występujący w kadrze są porozrzucani po świecie, ale kiedyś ich zbierzemy i zaprezentujemy na Memoriale.

Memoriał Huberta Wagnera swoje narodziny miał w Olsztynie, skąd pomysł, aby wyjść poza granice stolicy Warmii i Mazur?

Po pierwsze olsztyńska hala zrobiła się za mała, dodatkowo zmieniły się wymogi FIVB. Urania to naprawdę piękna hala, ale aktualnie jest ona za mała, bo mieści tylko trzy tysiące osób – w tej kwestii nie ma się co oszukiwać. Ruszyliśmy w Polskę również z tego względu, że chcę pokazać naszych reprezentantów w innych miastach. Niech ten Wiesiu, Rysiu i Zdzisiu zobaczy naszą kadrę narodową. Bo gdzie i kiedy maja mieć taką okazję? W Krakowie każdego dnia w hali było 15 tysięcy ludzi, to mówi samo za siebie, prawda? Dodatkowo nie zawsze wszystkich stać na to, by pojechać do Gdańska, Krakowa, czy Katowic na Ligę Światową. Proszę zwrócić również uwagę na ceny biletów, które zaczynają się od 30 złotych na cały dzień.

Bez porównania, bo bilety na mecze Ligi Światowej czasami w przeciętnym miejscu, to koszt 70 – 80 zł. Dla czteroosobowej rodziny są to spore koszty.

I to jest jeden mecz, to jest rozbój budżetu. Dodatkowo dojazd, hotel, jakieś jedzenie. Koszty wzrastają do tysiąca złotych, a nawet więcej.

Kiedy organizacja turnieju skupiała się tylko w jednym mieście z góry było wiadomo, czego się spodziewać. Aktualnie, co roku inne miasto, to chyba sprawia, że stajecie przed sporym wyzwaniem, bo nie zawsze wiadomo, czego można się spodziewać po danej hali.

To jest duże wyzwanie, ma Pani rację. Dziękuję, że o to Pani zapytała. Tutaj, np. powiedziano nam, że z każdego miejsca w hali jest dobra widoczność. Człowiek, który po raz pierwszy przyjeżdża do hali nie jest w stanie tego zweryfikować, gdzie tak naprawdę pracownicy dokładnie nie znają hali – a co dopiero my. Są miejsca, z których widoczność jest słaba – przepraszam za to kibiców siatkówki. Zgłosiło się do nas kilka osób, które chciały wymienić bilety, niestety nie mamy na co wymienić.  Staramy się coś na bieżąco przeorganizować – przestawiamy, dostawiamy krzesła. Nie było dużo takich miejsc, ale kilka się znalazło. Nie mam tutaj do nikogo pretensji, bo oni sami o tym nie wiedzieli, a zależało im bardzo mocno na tym turnieju.

Czy wiemy już, w którym mieście spotkamy się za rok?

Jeszcze nie wiadomo. Aczkolwiek rozmawiamy, podczas meczów są obserwatorzy różnych miast, które wykazują zainteresowanie turniejem. Cały czas negocjujemy, rozmawiamy. Memoriał na pewno odbędzie się w mieście, które ma dobrą halę.  Powiem tak, w Toruniu turniej miał odbyć się w zeszłym roku. Ale wyszło tak, że otwieraliśmy halę w Krakowie, poproszono żeby tam zagrać. Toruń musiał odstąpić – już prawie podpisywaliśmy umowę. Wyszło tak, że jej nie podpisaliśmy, ja przeprosiłem władze Torunia, ale umowę sfinalizowaliśmy przed meczami w Krakowie.

W trakcie takiego turnieju chodzi przede wszystkim o promowanie sportu, jakim jest siatkówka. Ale czy w kraju Mistrza Świata, jeszcze trzeba dodatkowo tę siatkówkę promować?

– Powiem tak, w McDonald’s robi się szkolenia dla pracowników, gdzie na każdym szkoleniu jest to samo.  Tak jak w siatkówce – jeżeli nie będziemy promować i nie będziemy docierać i zdobywać młodzieży do trenowania to nic z tego nie będzie. Zwróćmy uwagę, nasi kadeci zdobyli Mistrzostwo Świata – to nie wzięło się z powietrza. Związek Piłki Siatkowej pracuje przy tym i dzięki temu mamy fantastyczną młodzież. Siatkarze z kadry narodowej niech powoli zaczynają się bać, bo rośnie im konkurencja. Nasz młodzież jest wysoka, sprawna, dynamiczna, posługuje się kilkoma językami.

W obecnej kadrze można zaobserwować młodych zawodników, gdzie w ubiegłym sezonie prym wiódł Mateusz Mika, w tym roku do reprezentacji wbił się Mateusz Bieniek, czy Artur Szalpuk.

Szalpuk, to jest w ogóle szczególny. Sentyment mam do jego ojca, który wywodzi się z Olsztyna, z którym sięgnął po Mistrzostwo Polski. Artur miał zagrać w Olsztynie, ale tam zawiedli działacze i co? Gra teraz w kadrze narodowej. On jest dobry, ale może być jeszcze lepszy. Nie oszukujmy się, młodzież w wieku dwudziestu dwóch, dwudziestu trzech lat przedziera się i gra w seniorach.  Byłem na zakończeniu roku w Spale, zawodnicy wrócili z obozu w Turcji, gdy ja ich zobaczyłem, to powiedziałem tylko: Boże, jest czym grać! Fantastyczni chłopcy, wysocy i szczerze: oni się dobrze uczą. Mają świadectwa z czerwonym paskiem, także nie pasek na tyłek i do drugiej klasy, tylko pasek na świadectwie, uczą się języków i to jest piękne.

W Toruniu rozmawiała Agnieszka Wencel

Facebook Comments