Jastrzębski Węgiel – drużyna na medal

Charakter, waleczność i… rozczarowanie – tak w trzech słowach można by ocenić końcówkę sezonu w wykonaniu Jastrzębskiego Węgla. Sezonu, który przeszedł już do historii, dlatego można pokusić się o pierwsze podsumowania.

Just Win – z projektem pod takim hasłem startował w tym sezonie Jastrzębski Węgiel. Zdzisław Grodecki, prezes klubu, tłumaczył to w bardzo prosty sposób: „Tylko zwycięstwo, po prostu zwycięstwo. Właśnie na tym nam zależy. To taka piękna synergia ze skrótem nazwy klubu”. Play-off Ligi Mistrzów, Puchar Polski i finał PlusLigi – trzy najważniejsze cele przed rozpoczęciem sezonu. Efekt końcowy? 1/12 Ligi Mistrzów, półfinał Pucharu Polski i 4. miejsce w Pluslidze. Nawet najżyczliwsi „Pomarańczowym” zauważą, że rozrzut jest dosyć duży.

Wiele wskazywało na to, że projekt ma duże szanse na powodzenie. Po czterech latach pracy Lorenzo Bernardi postanowił rozwiązać swoją umowę z Jastrzębskim Węglem, a na jego miejscu pojawił się inny Włoch, Roberto Piazza. W siatkarskim świecie nie jest to nazwisko anonimowe – nowy trener miał za sobą wiele lat pracy we włoskiej Serie A, a lista osiągnięć jako szkoleniowca spokojnie zajęłaby kilka linijek tekstu. Kolejnym mocnym ogniwem miało być sprowadzenie do Jastrzębia Zbigniewa Bartmana. Przed siatkarzem, który miał jednak zastąpić w jakimś stopniu lukę po Michale Kubiaku, postawiono dwa szczególnie trudne wyzwania – sportowe, jako że zawodnik wrócił na przyjęcie, jak i „duchowe”, ponieważ swoim silnym charakterem miał pomagać zespołowi w decydujących momentach, dlatego jego kontuzja była  dużym osłabieniem dla Jastrzębskiego Węgla. „Cieszy powrót Zbyszka Bartmana i jego entuzjazm. Myślę, że bez niego mogłoby to wyglądać gorzej, bo nie widzę determinacji wtedy, kiedy trzeba. Trochę szkoda” – powiedział Mateusz Malinowski po przegranym półfinale Pucharu Polski, po tym jak Bartman dołączył do ekipy po wyleczeniu kontuzji łokcia. Warto też odnotować, że na początku sezonu urazu nabawił się także niemiecki przyjmujący, Denis Kaliberda, który nie zagrał już do jego końca.

Sam prezes klubu cały sezon ocenia jednak pozytywnie. Przyglądając się kolejnym rozgrywkom po kolei zaczniemy od Pucharu Polski, gdzie Jastrzębski Węgiel rozegrał trzy spotkania. Najpierw wygrał z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle 3:0, a następnie z trudem pokonał MKS Banimex Będzin 3:2. Na drodze do finału stanęła im Asseco Resovia Rzeszów, bowiem mecz zakończył się wynikiem 3:1.

Dwa lata temu Jastrzębianom udało się sięgnąć po brąz Ligii Mistrzów. Ciężko przebić taki sukces, jednak tegoroczny wynik był zdecydowanie poniżej oczekiwań. Jastrzębski Węgiel rywalizował w grupie B, w której zajął drugie miejsce, przegrywając jedynie z rosyjskim Lokomotivem Novosibirsk. Przygoda Jastrzębian zakończyła się jednak już na etapie 1/12 finału, po dwóch porażkach z Sir Safety Perugią 2:3 i 0:3.

Rywalizacja Jastrzębskiego Węgla w PlusLidze, naturalnie, przyniosła najwięcej emocji. W fazie zasadniczej Jastrzębianie zaliczyli osiemnaście zwycięstw do ośmiu porażek, a z ciekawostek – byli drużyną z największą ilością rozegranych tie-braków (pięć zwycięskich i trzy przegrane). Ich gra falowała, ponieważ potrafili pokonać PGE Skrę Bełchatów 3:2 na ich własnym terenie, a jednocześnie „męczyć się” z zespołami z dołu stawki (przykładowo: 3:2 z AZS Częstochową czy porażka 1:3 z Transferem Bydgoszcz). Fazę zasadniczą zakończyli na czwartej pozycji, dzięki czemu w play-offach zmierzyli się z Cuprum Lubin. Choć Jastrzębski Węgiel był zdecydowanym faworytem tej rywalizacji, po pierwszym spotkaniu znalazł się, zaskakująco, w bardzo niekorzystnej sytuacji, przegrywając 0:3. W kolejnych spotkaniach Jastrzębianie po raz kolejny udowodnili, że są drużyną waleczną i stanęli na wysokości zadania, dzięki czemu awansowali dalej. W półfinale Jastrzębski Węgiel zmierzył się w przyszłym Mistrzem Polski i wystarczyły zaledwie trzy spotkania, aby wyłonić finalistę. Rywalizacja o trzecie miejsce  z PGE Skrą Bełchatów okazała się niezwykle przewrotna. Po dwóch kolejnych przegranych wydawało się, że Jastrzębski Węgiel jest na równi pochyłej i właśnie w tak podbramkowej sytuacji ten zespół po raz kolejny udowodnił, że potrafi zwyciężać charakterem (dwa mecze wygrane po tie-breaku, w tym jeden na terenie przeciwnika!). Decydujące, przegrane spotkanie Jastrzębianie nazwali meczem niewykorzystanych szans i nie ukrywali dużego rozczarowania, także decyzjami szkoleniowca. „Nie wszystkie decyzje trenera w tym pojedynku były dla mnie zrozumiałe. Zaakceptowałem je, ale nie zrozumiałem” – skomentował na gorąco Michał Łasko, który został zdjęty z boiska na rzecz rezerwowego, Mateusza Malinowskiego.

Warto wspomnieć o jeszcze innym problemie, jaki pojawił się w trakcie sezonu, który mógł mieć pośredni wpływ na zespół, a bezpośredni będzie miał na pewno w sezonie nadchodzącym. Zimą minionego roku doszło do strajku górników Jastrzębskiej Spółki Węglowej, w wyniku którego doszło do rezygnacji ze stanowiska prezesa przez Jarosława Zagórowskiego. Nowy prezes, Edward Szlęk, zapowiedział już cięcia i choć Spółka nie wycofuje się z finansowania drużyny to jednak w wypowiedzi dla PAP Grodecki przyznał: „Zdajemy sobie sprawę z tego, że najważniejsze są miejsca pracy dla ludzi. Sport to tylko rozrywka. Nie możemy wymagać, by być priorytetem. Jesteśmy wdzięczni spółce za wsparcie. Czynimy jednocześnie starania, by pozyskać dodatkowych sponsorów, jesteśmy otwarci na współpracę”.

Jakie będą rotacje w zespole po tym sezonie? Trudno ocenić, bowiem na chwilę obecną Jastrzębski Węgiel nie zdradza swojej polityki transferowej. Ważne kontrakty mają Michał Łasko, Grzegorz Kosok, Michał Masny, Jakub Popiwczak, Konrad Formela i Mateusz Kańczok, ale jak przyznał sam kapitan Jastrzębian: „Tak, mam ważną umowę, ale nigdy nic nie wiadomo…”.

W świecie sportu utarło się przekonanie, że nie ma gorszego miejsca od czwartego. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że mówimy o najwyższej klasie rozgrywek, a w całej rywalizacji brało udział w tym sezonie aż czternaście drużyn wynik ten nie wydaje się chyba aż taki zły. Choć jastrzębski zespół czuje duży niedosyt po porażce to odwracając stan rywalizacji po raz kolejny pokazał, że są drużyną nieobliczalną. I barwną, dlatego tak lubianą i cenioną w oczach wielu kibiców siatkówki, a to, przynajmniej dla niektórych, cenniejsze niż medal.

Facebook Comments