Grzegorz Łomacz dla s-w-o.pl: Walczymy i oddajemy swoje serce

Biało-czerwoni wczoraj w znakomitym stylu pokonali Mistrzów Olimpijskich. O przebiegu spotkania, emocjach, atmosferze w drużynie i celach, przyświecających w tym sezonie reprezentacji Polski, rozmawialiśmy z Grzegorzem Łomaczem, rozgrywającym kadry Antigi.

Emilia Kotarska: Przede wszystkim ogromne gratulacje. Otwarcie Ligi Światowej godne Mistrzów Świata. Wracasz do pierwszej reprezentacji i od razu w pierwszym meczu w znakomitym stylu pokonujecie Rosjan. Nic tutaj dodać nie można.

Grzegorz Łomacz: Zgadzam się. Cieszę się z tego powrotu do reprezentacji. Cieszę się również z tego, że znów mogę to przeżywać. Wspaniale jest usłyszeć hymn a cappella i zobaczyć tych wszystkich wspierających nas kibiców. Mecz wyszedł nam super. Pokonaliśmy Rosjan dość gładko. Można powiedzieć, że taki wynik jest zaskakujący. Zagraliśmy jednak tak jak trenujemy i jak widać te treningi wychodzą nam na dobre. Fajnie, że udaje nam się je przenieść na mecz. Bez żadnych wielkich ekscesów wygraliśmy to spotkanie, grając po prostu swoje. Zmusiliśmy Rosjan do takiej gry, jakiej oni nie grają.

Zazwyczaj mówi się, że mecz wygrany w trzech setach to szybkie, łatwe i przyjemne spotkanie. Dzisiaj Rosjanom zabrakło argumentów, nie byli w stanie Was niczym zaskoczyć. Jak to wyglądało z Twojej perspektywy? Czy rzeczywiście ten mecz był taki łatwy i przyjemny?

Na pewno baliśmy się trochę tego spotkania, bo nie graliśmy wcześniej żadnych sparingów. Nie wiedzieliśmy do końca, na jakim jesteśmy etapie. Wszystko wyglądało miło, gładko i przyjemnie, ale tak naprawdę to do końca tak nie było. Nie ukrywam, że spodziewaliśmy się dużo więcej po Rosjanach. Jutro pewnie czeka nas dużo dużo cięższy mecz.

Wspomniałeś o tym, że obawialiście się tego pierwszego meczu. Wszyscy wiemy, że nie zawsze postawa na treningu ma przełożenie na mecz. Nawet sam trener Antiga wspominał, że zarówno Wasza forma jak i forma rywali będzie wielką niewiadomą.

Dokładnie. Na szczęście, dzisiaj w meczu zagrało to bardzo fajnie, bo udało nam się przenieść to, co graliśmy do tej pory na treningach, na postawę meczową.

Adrenalina przed meczem była na pewno duża. Szybko udało się opanować nerwy i stres? Nie ukrywajmy, że kibice oczekują od Mistrzów Świata bardzo wiele…

Osobiście, nie odczuwałem dużo stresu przed meczem. Rzeczywiście, może przed meczem jakaś drobna trema była. Jednak cały czas się uśmiechałem. Towarzyszyły mi bardzo pozytywne emocje i podwójna ekscytacja, że będę miał szansę wystąpić w takim spotkaniu.

Znajomość hali dodawała Ci pewności siebie? Spędziłeś tutaj trzy sezony. Masz w tym miejscu wielu znajomych, ERGO ARENĘ znasz jak własną kieszeń. Czy to Ci w czymś pomogło?

Na pewno mi pomogło, bo przez trzy lata – no może dwa i pół, bo przez ostatnie pół roku praktycznie tutaj nie graliśmy – występowałem na tym parkiecie. Znajomość ERGO ARENY pomogła mi szybciej zaadoptować się do warunków panujących w hali, aczkolwiek teraz to już jest taki mały niuansik, mały plusik, po mojej stronie, działający na moją korzyść.

Można powiedzieć, że jesteś jednym z współautorów dzisiejszego sukcesu Mateusza Bieńka. Jako główny reżyser gry miałeś wpływ na jego postawę. Każdy młody zawodnik marzy o tym, żeby zaliczyć taki debiut w reprezentacji – pierwsze powołanie do kadry, pierwszy mecz, od razu wyjściowa „szóstka” i MVP! Znakomity początek!

Granie do Mateusza to czysta przyjemność. Mateusz ma niesamowite możliwości. Ja starałem się grać w ten sposób, żeby drużyna wygrała. Mateusz na pewno sprawdził się w tym meczu. To jest sukces całej drużyny, a Mateuszowi należą się ogromne gratulacje za taki debiut!

Mimo różnicy wieku, jaka jest w reprezentacji, widać, że panuje u Was znakomita atmosfera!

Nie da się ukryć, że różnice wieku są w naszej kadrze, ale na pewno nie ma żadnych podziałów na przysłowiowe „grupki”. Jest fajny team spirit. Swobodnie czujemy się w swoim towarzystwie, a to jest przecież najważniejsze. To wszystko sprzyja właśnie takiej atmosferze później na boisku.

Jaki cel tak naprawdę przyświeca tegorocznej Lidze Światowej? W tym roku mamy dużo imprez sportowych, a przecież uwaga wszystkich skupiona jest na wywalczeniu awansu do Rio…

Na pewno Puchar Świata będzie najważniejszą imprezą tego sezonu, ale też nie oznacza tego, że wyjdziemy i położymy się na boisku, i nie będziemy grali Ligi Światowej. Będziemy walczyć w każdym meczu o zwycięstwo, a głównym celem, tak jak wspomniałem, będzie walka o awans na Igrzyska Olimpijskie.

Kluczem do zwycięstwa w drugim meczu z Rosjanami będzie powtórka dzisiejszej gry czy raczej zaskoczenie rywali czymś innym?

Myślę, że powtórzenie takiego meczu jak dzisiaj i pokazanie, że walczymy i oddajemy swoje serce. Rywalom będzie bardzo ciężko grać przeciwko nam i tej wspaniałej publiczności.

W ERGO ARENIE rozmawiała Emilia Kotarska

Facebook Comments