#EuroVolleyM2017: Pierwszy etap za nami – podsumowanie fazy grupowej

Wczoraj zakończyła się faza grupowa LOTTO EUROVOLLEY POLAND 2017. Korzystając z dnia przerwy w turnieju, podsumujemy dziś jego pierwszy etap. 

Wypełniony Stadion Narodowy, niesamowita otoczka, huczna ceremonia otwarcia i – niestety – sromotna klęska Polaków. Tak w skrócie wyglądał mecz otwarcia LOTTO EUROVOLLEY POLAND 2017, od którego wszystko się zaczęło. Biało-czerwoni nie pokazali zbyt wiele podczas tego spotkania, co skrzętnie wykorzystali Serbowie, którzy po prostu zlali zespół Ferdinando De Giorgiego. Siatkarze z Bałkanów zaprezentowali się z dobrej strony i nie przestraszyli się 65 tysięcy fanów, którzy fantastycznie dopingowali Polaków. Złe miłego początki? Miejmy nadzieję, jak na razie ta teza znajduje potwierdzenie w rezultatach naszej drużyny. Po przeniesieniu się na dalsze spotkania do Gdańska biało-czerwoni grali już coraz lepiej. Pomimo, że zdarzało im się duże falowanie, bez straty seta pokonali Finów i Estończyków. Serbowie zaś w takim samym stosunku wygrali ze Suomi, lecz w starciu z Estonią zwycięstwo odnieśli dopiero po tie-breaku. Dzięki triumfowi nad Polakami pewnie awansowali jednak do ćwierćfinału. Nam z kolei porażka na Narodowym wydłużyła i utrudniła drogę do medalu. W barażu bowiem musimy sobie poradzić ze Słowenią, a w ćwierćfinale czeka już bardzo silna Rosja, jednak jak to mówią – jeśli chcesz być najlepszy, musisz wygrywać z najlepszymi. I tego się trzymajmy.

W grupie A rywalizowały jeszcze Estonia i Finlandia. Obie ekipy podczas mistrzostw Europy mogą liczyć na wsparcie swoich fanów, którzy przylecieli do Polski w naprawdę solidnych liczbach. Na mnie większe wrażenie zrobili jednak kibice tych pierwszych – świetnie zorganizowany doping, jednakowe koszulki, zapełnione całe dolne sektory gdańskiej hali…Wyglądało to i brzmiało fantastycznie. Na boisku Estończycy nie radzili sobie już tak dobrze, bo swoją przygodę z mistrzostwami już zakończyli, choć nie można powiedzieć, że dali ciała. Pokazali bowiem naprawdę fajną siatkówkę, a swój najlepszy mecz rozegrali przeciwko Serbii. Sprawili swoim faworyzowanym rywalom ogromne problemy i o mało co nie doprowadzili do wielkiej niespodzianki. Powiem szczerze, że szkoda mi, że nie zobaczymy już Estończyków w tym turnieju. O wszystkim zaważyło jednak przegrane spotkanie właśnie z Finami, bo to Suomi awansowali do barażów.

W szczecińskiej Azoty Arenie toczyła się zaś walka w grupie B. Jako faworytów do zwycięstwa wskazywano tutaj Włochów. Azzurri jednak już w pierwszym meczu z Niemcami doznali porażki po tie-breaku. Jak się później okazało, przegrana ta odebrała im szansę na bezpośredni awans do ćwierćfinału i będą musieli przedzierać się przez baraże. Włosi nie pokazali się jednak ze słabej strony, dobry turniej rozgrywa Filippo Lanza, a na rozegraniu świetne radzi sobie Simone Gianelli. Nic dla nich nie jest jeszcze zamknięte i w mistrzostwach wciąż mogą jeszcze zajść bardzo daleko. W grupie tej najlepiej poradzili sobie natomiast nasi zachodni sąsiedzi. Siatkarze Andrei Gianiego nie znaleźli jak dotąd pogromcy, a nowego ducha w drużynę tchnął powracający do kadry lider, Gyorgy Grozer. Niemcy zagrali w pierwszym etapie naprawdę dobrze, a poza Włochami w pozostałych dwóch spotkaniach bez większych problemów pokonali jeszcze Czechów i Słowaków. Na trzecim miejscu uplasowała się właśnie reprezentacja Czech, a tabelę grupy B zamknęli Słowacy, którym nie udało się odnieść ani jednego zwycięstwa. Warto dodać, ze siatkarze wszystkich drużyn zwracali uwagę na atmosferę panującą w Szczecinie. Zresztą, trudno się temu dziwić, bo Azoty Arena zawsze była niemal wypełniona kibicami.

Grupa C, rozgrywana w Tauron Arenie Kraków, mianowana była grupą śmierci. Przed rozpoczęciem mistrzostw mówiło się, że takie drużyny, jak Rosja, Bułgaria i Słowenia w jednej grupie gwarantują niesamowite emocje i zacięte mecze. Zresztą, trudno było się z tym nie zgodzić, bo zapowiadało się naprawdę nieźle. Z dużej chmury spadł jednak mały deszczyk. Wszystkie spotkania w Krakowie rozstrzygnęły się w trzech setach i na próżno szukać takiego, którego oglądanie mogłoby wywołać stan przedzawałowy. O ile wiadomo było, że Hiszpanie nie mają za bardzo czego szukać i we wszystkich meczach raczej dostaną lanie, to po takich pojedynkach, jak Rosja – Bułgaria czy Bułgaria – Słowenia, spodziewaliśmy się o wiele więcej.  Żaden z nich nie wyszedł jednak poza granicę trzech setów, a szkoda, bo wszyscy liczyliśmy na ciekawe widowiska w tej grupie… Najbliżej sprawienia niespodzianki byli podopieczni Slobodana Kovaca, którzy w starciu z Rosjanami dwa razy prowadzili 24:22, ale zmarnowali okazję na utarcie nosa Grankinowi i spółce. W każdym razie, w Krakowie dominowała Sborna, która wygrała wszystkie swoje spotkania, nie tracąc nawet jednej partii. Za nią, po zwycięstwach nad Słowenią i Hiszpanią uplasowali się Bułgarzy, a trzecie miejsce, ostatnie premiowane awansem do barażów, zajęli Słoweńcy. Na szarym końcu, bez ani jednego zdobytego seta znalazła się ekipa z Półwyspu Iberyjskiego i tym samym zakończyła już udział w turnieju.

Prawdziwą grupą śmierci okazała się grupa D, której zespoły rywalizowały w katowickim Spodku. Tu już nie zabrakło niespodzianek, pięciosetowych horrorów i ogromnych emocji. A zbyt wiele na to nie wskazywało – przed mistrzostwami przypuszczano, że w Katowicach obędzie się bez większych sensacji, a rządzić i dzielić będą Francuzi. Okazało się jednak zupełnie inaczej. Trójkolorowi zagrali w pierwszych meczach zdecydowanie poniżej swojego poziomu – na otwarcie przegrali po tie-breaku z Belgami, a w drugim spotkaniu w pięciu partiach wymęczyli wygraną z Holendrami, choć ci byli bardzo bliscy pokonania Les Bleus za trzy punkty. Obrońcy tytułu zwycięstwo bez straty seta odnieśli dopiero w ostatnim grupowym starciu, w którym – choć także nie bez problemów – odprawili osłabionych Turków. W konsekwencji Francuzi zajęli drugie miejsce i będą musieli rywalizować w barażach. Do ćwierćfinału awansowali zaś Belgowie, którzy przebrnęli grupowe zmagania bez porażki. Smoki były już jednak w poważnych tarapatach w starciu z Turcją, w którym trafili z piekła do nieba. Turcy prowadzili już 2:1 i mieli kilka piłek meczowych, ale to podopieczni Vitala Heynena wyszarpali wygraną w ostatnich piłkach tie-breaka. Tureccy siatkarze ciężko zapracowali natomiast na trzecie miejsce, które daje im awans do barażu. Na ostatnim miejscu w grupie D znaleźli się Holendrzy, chociaż wcale nie zagrali słabego turnieju. Pomarańczowym nie udało się odnieść jednak żadnego zwycięstwa, a o braku wyjścia z grupy przesądziła ich porażka w pierwszym meczu z reprezentacją Turcji.

Już jutro w Krakowie i Katowicach odbędą się spotkania barażowe, a dzień później ćwierćfinały. Terminarz tego etapu znajdziecie TUTAJ.

oprac. własne

Facebook Comments