Bartosz Krzysiek dla s-w-o.pl: Chcę udowodnić, że jestem wartościowym zawodnikiem

Bartosz Krzysiek po sezonie spędzonym w Kielcach przenosi się do Bydgoszczy. O przyczynach decyzji, powrocie do zdrowia po ciężkiej kontuzji i planach na najbliższy czas opowiedział w wywiadzie. Zapraszamy do lektury!

Emilia Kotarska: Zanim zaczniemy rozmawiać o nadchodzącym sezonie, chciałabym jeszcze na chwilę wrócić do poprzedniego sezonu. Wracałeś do gry po ciężkiej kontuzji i długiej rehabilitacji, podpisałeś umowę z Effectorem Kielce, klubem, który dał Ci możliwość odbudowania formy. Jak oceniasz ten miniony rok?

Bartosz Krzysiek: Z perspektywy czasu uważam, że to był bardzo dobry krok, ponieważ w Kielcach zapewniono mi warunki, które pomagały mi w odbudowie formy. Gdy czułem, że za wcześnie wykonuję pewne czynności, to mogłem odpuścić, a z drugiej strony gdy czułem się gotowy, miałem możliwość gry i sprawdzenia siebie na parkiecie. Dbano o mnie w Kielcach, nie mogę powiedzieć złego słowa na ten klub. Rozstaliśmy się w dobrych relacjach. Po sezonie miałem wystarczająco dużo czasu, żeby się jeszcze bardziej odbudować, bo jednak ta kontuzja, która mi się przytrafiła, sprawiła, że odczuwałem dyskomfort psychiczny i potrzebowałem więcej czasu. Teraz czuję się już świetnie.

Po tym trudnym dla Ciebie okresie podjąłeś decyzję o zmianie barw klubowych i przenosisz się do Bydgoszczy. Co zadecydowało w głównej mierze o wyborze zespołu Piotra Makowskiego?

Podejmując decyzję o wyborze klubu, zwróciłem uwagę na dobre miejsce, które zajął Transfer Bydgoszcz w poprzednim sezonie. Chciałem zmienić otoczenie z drużyny, która znajdowała się na dole tabeli na zespół, który ma większe aspiracje i cele. Moim głównym założeniem było właśnie to, żeby trafić do dobrego personalnie zespołu, z dobrym trenerem i dobrą organizacją po to, żeby po tym sezonie, kiedy dochodziłem do siebie, móc wyjść na boisko i pokazać jak najlepszą dyspozycję, walcząc o jak najwyższe cele.

W drużynie znad Brdy na ataku gra Jakub Jarosz. Czeka więc Ciebie zacięta walka o miejsce w pierwszym składzie…

Nie boję się wyzwań. Jeśli ja jestem w formie i czuję się dobrze, to trener może na mnie liczyć. Podpisując umowę, myślałem, że Kuba będzie do końca na zgrupowaniu kadry i wróci wyeksploatowany, więc myślałem, że będę mógł go bardziej odciążyć a także potem będę mógł czerpać z jego doświadczenia, uczyć się pewnych zagrań i również uzupełniać go. Kuba miał przecież niezwykle trudny sezon, nie miał zmiennika, więc może odczuwać trudy sezonu zarówno ligowego jak i kadrowego. Moja pozycja startowa więc nie była taka stracona (śmiech).

Gdy podejmowałeś decyzję odnośnie przyszłości konsultowałeś się ze starymi znajomymi z Olsztyna, którzy ostatecznie też trafili do Bydgoszczy?

Mniej więcej w tym samym czasie trwały rozmowy ze mną i Wojtkiem Ferensem, więc gdy się spotkaliśmy, to mieliśmy okazję zamienić kilka słów na ten temat. Myślę jednak, że każdy z nas indywidualnie podejmował decyzje, mimo tego, że była szansa, iż będziemy razem grać. Michał (Żurek – przyp. Red.) dołączył do naszego grona trochę później.

Zdecydowanie łatwiej wchodzić do drużyny, kiedy zna się dobrze już kilka twarzy…

Na pewno jest łatwiej, kiedy wchodzi się do szatni i widzi dobrych znajomych. Nie czuje się wtedy tak obco od początku. Wiadomo, że siatkarze są raczej otwartymi osobami, które łatwo nawiązują relacje, więc aklimatyzacja przebiega też w miarę naturalnie, ale dzięki temu, że znam chłopaków dłużej, to wszystko przyszło jeszcze łatwiej.

Jako jedna z nielicznych drużyn macie ten komfort, że od początku przygotowań trenujecie wszyscy razem…

To jest na pewno coś, co może być dla nas na początek takim „handicapem”. Nie mamy wyeksploatowanych zawodników, którzy wracaliby zmęczeni po kadrze. Mieliśmy więcej czasu na zgranie, czujemy się dobrze w swoim towarzystwie. Jak to będzie w praktyce, to zobaczymy, bo nie zawsze wszystko wychodzi tak jak się chce. Trener ma od początku wszystkich zawodników, więc to działa na naszą korzyść.

Jaki cel indywidualny stawiasz sobie na ten nadchodzący sezon?

Tak naprawdę to cel w każdym sezonie mam taki sam. Chcę doskonalić swoje umiejętności. Nie będę już mówił o odbudowie formy, bo to już udało mi się osiągnąć, ale o podtrzymaniu dobrej dyspozycji, którą zaczynam łapać. Na pewno gra o każdy punkt, wniesienie dobrego ducha do drużyny. Na treningach będę dawał z siebie wszystko, więc mam nadzieję, że to później będzie miało przełożenie na mecze. Chcę udowadniać trenerowi każdego dnia, że jestem wartościowym zawodnikiem i warto na mnie stawiać.

W trakcie okresu przygotowawczego nie rozegraliście dużo spotkań. Trener Makowski powiedział, że Memoriał Ambroziaka i Memoriał Gołasia będą takimi prawdziwymi sprawdzianami przed startem ligi. A jak z Twojej perspektywy wygląda obecna forma drużyny?

Na razie jeszcze jesteśmy na trochę innych obciążeniach. W Bydgoszczy spotkałem się z inną myślą przygotowania fizycznego, niż miałem dotychczas w pozostałych klubach, w których grałem. To jest myśl, która ma zapewnić zdrowie zawodnikom i to, żeby czuli się świeżo. Na ten moment jeszcze tej świeżości nie ma, ale to na pewno przyjdzie z czasem. Myślę, że jeszcze trochę nam brakuje do optymalnej formy, ale liczę na to, że przyjdzie ona wraz z dokładniejszym zgraniem zespołu.

Niestety, nie udało Ci się utrzymać „17” na koszulce. Jak się z tym czujesz?

Muszę przyznać szczerze, że siedem lat grania z „siedemnastką” to było coś. Czasem jednak trzeba być zdegradowanym, żeby zrobić dwa kroki do przodu. Mam więc nadzieję, że to oznacza jeden krok w tył i dwa kroki do przodu w przyszłości. Czasem jednak śmiesznie jest na treningu, kiedy trener podaje ustawienia, a ja oczywiście z przyzwyczajenia idę tam, gdzie ta moja „17” albo zabieram sprzęt z tym numerem, więc jest ciekawie (śmiech).

Czego można Ci życzyć na ten nowy sezon?

Tylko zdrowia! Mnie zdecydowanie do końca życia można życzyć już tylko zdrowia, bo z resztą sobie poradzę (śmiech).

*podczas X Memoriału Zdzisława Ambroziaka w Warszawie

Rozmawiała Emilia Kotarska

 

 

Facebook Comments