Bartłomiej Grzechnik dla s-w-o.pl: To i tak duży sukces, że zaszliśmy do czwartego miejsca

Kadra B rozpoczyna przygotowania do kolejnego turnieju, jakim jest Liga Europejska, a my jeszcze na chwilę wracamy do Igrzysk Europejskich. O przebiegu tej imprezy rozmawialiśmy z Bartłomiejem Grzechnikiem, reprezentacyjnym środkowym.

Monika Szymandera: Przede wszystkim należą Wam się gratulacje za Waszą postawę na pierwszych w historii Igrzyskach Europejskich, chociaż wydaje mi się, że Wy przez jakiś czas jeszcze nie będziecie na to w ten sposób patrzeć, prawda?

Bartłomiej Grzechnik: Na pewno. Zostaje duży niedosyt, ponieważ ten medal był tak blisko. Tak naprawdę brakowały tylko dwie piłki i mielibyśmy srebro. W tie-breaku przegraliśmy mecz o finał – 13:15 i przez to duży niedosyt pozostaje. Każdy sportowiec chce wygrywać, więc czwarte miejsce nie daje powodów do zadowolenia.

Na pewno odczuwacie jeszcze spory żal, ponieważ te najgorsze momenty – przegrane mecze – przyszły w decydujących fazach turnieju – przez cały czas pozostawaliście przecież niepokonani. Doszliście już do pierwszych, wstępnych wniosków, z czego to mogło wynikać?

Nie. Nie mieliśmy jeszcze rozmowy na ten temat. To, co było pozytywne w tych meczach, to fakt, że przy dużej przewadze przeciwnika potrafiliśmy odrabiać straty, wychodzić z tych sytuacji obronną ręką i walczyć do ostatniej piłki. Na razie tylko to było powiedziane, a wnioski będziemy wyciągać na kolejnym zgrupowaniu w Wałbrzychu.

Nie da się ukryć, że mierzyliście się z silnymi rywalami. Jesteście dość młodą drużyną, a np. Bułgaria, z którą zaczęły się pierwsze Wasze trudności, miała przecież w składzie zawodników, którzy mają za sobą regularne występy w pierwszej kadrze narodowej. W tym przypadku doświadczenie też miało jakieś znaczenie, prawda?

Ci zawodnicy mieli duże doświadczenie. Nasza drużyna, jak większość ekip na tych Igrzyskach, była budowana miesiąc przed turniejem, więc nie można było mówić o dobrym zgraniu. Większość zawodników gra w innych klubach, a jednak bułgarscy zawodnicy już parę lat grają ze sobą i ich zgranie na pewno było większe. Wiedzieli, czego mogą się po sobie spodziewać. Jesteśmy młodym zespołem, dodatkowo składanym miesiąc przed turniejem, więc dla mnie to i tak duży sukces, że zaszliśmy do czwartego miejsca, chociaż tak jak mówiłem, niedosyt zostaje.

Na przestrzeni całego turnieju spisywaliście się bardzo dobrze, już od początku pokazując się z tej walecznej strony. Zaczęto Was nawet nazywać mistrzami tie-breaków. Wygrywanie ich wzmacniało Waszą pewność siebie?

Przede wszystkim bardzo byliśmy zmotywowani aby wygrywać mecze. Nawet po słabym secie czy secie przegrywanym na przewagi, w tie-breaku potrafiliśmy się odbudować, zmotywować i te piąte sety wygrywać. W ten sposób tworzymy charakter. To było dla nas bardzo ważne, że wygrywaliśmy tie-breaki.

Ranga turnieju też na pewno miała znaczenie. Pierwsze w historii tego typu rozgrywki to świetna okazja do zaprezentowania się. Na pewno dodatkowej mobilizacji nie potrzebowaliście…?

Tak. Większość zawodników grała w takim turnieju po raz pierwszy i to już jest wystarczająca motywacja oraz chęć pokazania się. Każdy zawodnik chce na takim turnieju jak najlepiej zagrać, pokazać się i wykorzystać szansę. Uważam, że wszyscy byli zmotywowani na 110%.

Czy po pewnym czasie, gdy kroczyliście tak od zwycięstwa do zwycięstwa, odczuwaliście, że eksperci, szczególnie w Polsce, zaczynają stawiać Was w roli faworytów do zdobycia medalu?

Nie, na pewno tak nie było. Myśleliśmy cały czas o kolejnym treningu i meczu. Skupialiśmy się tylko na tym. Wszystko było też bardzo profesjonalnie zorganizowane, same pozytywne rzeczy mogę powiedzieć na ten temat. Na pewno nie odczuwaliśmy tego, co się dzieje w Polsce, a jeżeli jakieś komentarze, które dochodziły do nas z kraju były tylko pozytywne. To było bardzo dobre dla nas.

Wiele osób na pocieszenie mówi, że jak na tak młodą drużynę, to i tak osiągnęliście bardzo dobry wynik. Z tym można śmiało się zgodzić i widzę, że Ty też już tak do tego podchodzisz…?

Tak, mogę tak powiedzieć. To jest bardzo dobry wynik jak na tak młody zespół. Zaczęliśmy trenować od razu po sezonie. Miesiąc treningów, potem od razu Igrzyska i czwarte miejsce to bardzo duży sukces – nasz, trenera i całego sztabu. Tak naprawdę tylko dwie piłki brakowały i mielibyśmy medal.

Gdybyś miał w kilku słowach scharakteryzować to, jaką ekipę stworzył Andrzej Kowal, to co byś powiedział? Oprócz waleczności, co jeszcze było Waszą cechą charakterystyczną, która pomagała przebrnąć przez cały turniej?

Myślę, że doświadczenie połączone z młodością, bo Paweł Woicki, Dawid Konarski czy Grzesiek Kosok to zawodnicy bardzo doświadczeni, którzy pokazywali zagrania, uczyli nas podejścia do meczów, a  my swoją walecznością staraliśmy się nadrabiać braki w umiejętnościach. To było moim zdaniem bardzo ważne.

Obserwując Wasze występy kibice mogą być spokojni o zaplecze dla pierwszej kadry. Jeszcze wiele pracy przed Wami, ale czy Ty myślisz powoli o tym, że takie występy mogą być i często stają się przepustką do kadry A…?

W tamtym roku nie było mnie w kadrze. W tym roku zagrałem dobry sezon i chociaż nie byłem powoływany do kadry A, trener Antiga zadzwonił do mnie i zaprosił do Spały, następnie trafiłem do kadry B. Myślę, że każdy mecz, który rozgrywamy i pokazujemy się, daje nam możliwości gry w kadrze A. Przykładem jest Dawid Konarski i Artur Szalpuk, którzy od razu po Igrzyskach Europejskich polecieli na kadrę A. To nie jest tak, że reprezentacja jest zamknięta i nie ma zmian.

Myślę, że dla Ciebie osobiście te Igrzyska również były bardzo ważne. Wróciłeś z Baku z jakimś nowym bagażem doświadczeń i umiejętności?

Tak. Przede wszystkim ranga tego turnieju była bardzo wysoka i to jest dla mnie bardzo dobre doświadczenie. Doświadczenie i pozytywne podejście do treningów nowych zawodników, których poznawałem, też jest dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Uważam, że bardzo dużo z tego turnieju wyciągnąłem, dużo zyskałem poprzez pracę z trenerami. Nie mogę powiedzieć złego słowa, jestem bardzo pozytywnie nastawiony.

Grałeś już w reprezentacji kadetów i juniorów. W tym sezonie zostałeś powołany do kadry B. Czujesz, że Twoja kariera sportowa toczy się tak, jak planowałeś?

Każdy marzy o tym, żeby grać w reprezentacji, każdy marzy o tym, żeby grać w jak najlepszym klubie. Nie planuję swojej kariery co do wszystkich moich posunięć, na każdym treningu chce poprawiać swoje umiejętności i to jest mój cel.

Wróćmy jeszcze na chwilę do Igrzysk Europejskich. Jak ze strony organizacyjnej wyglądał ten turniej? Mówiłeś, że wszystko stało na dobrym poziomie. Rzeczywiście tak było, czy spotkały Was jakieś niemiłe niespodzianki?

Naprawdę nie można było się do niczego „doczepić”. Wszystko było w najlepszym porządku, jeśli czegoś potrzebowaliśmy, to od razu było zorganizowane w 100%. Wielki podziw, że gospodarzom udało się w taki sposób to zorganizować i że nie było żadnych zgrzytów.

Na pewno sporo emocji wywoływały w Was również te bardziej oficjalne wydarzenia, jak zaprzysiężenie przed wylotem czy sama ceremonia otwarcia Igrzysk. Jak wspominasz te momenty?

Na pewno to zostanie w mojej pamięci na zawsze, ponieważ pierwszy raz coś takiego przeżyłem. Bardzo utkwiło mi to w pamięci – nominacja i ceremonia otwarcia stały na bardzo wysokim poziomie i dla mnie było to coś wspaniałego. Cieszę się, że mogłem coś takiego przeżyć

Zbyt wiele czasu chyba na odpoczynek nie będziecie mieć. Przed Wami przecież Liga Europejska, która rusza już za chwilę. Łatwiej będzie wyrzucić z głów IE, wyznaczając sobie nowy cel do osiągnięcia?

Tak. Wcześniej, gdy pytano mnie, co po Igrzyskach, to odpowiadałem, że nie wiem, ponieważ nasza drużyna na razie koncentruje się tylko na tym. Tak samo jest teraz. Skończyły się Igrzyska, które są już tylko przeszłością. Teraz przed nami Liga Europejska, koncentrujemy się na meczach w Danii, tu i teraz mamy wygrać jak najwięcej spotkań i pokazać się z jak najlepszej strony. O Igrzyskach Europejskich trzeba zapomnieć i pracować na możliwie najlepszy wynik w Lidze Europejskiej.

Rozmawialiście już o nadchodzącym turnieju? Trener Kowal postawił przed Wami konkretne cele na tę imprezę?

Nie rozmawialiśmy jeszcze, ale dla każdego z nas cel jest jasny – postarać się wygrać każdy mecz.

Doświadczenia, które jako ekipa zebraliście w Baku mogą okazać się pomocne podczas Ligi Europejskiej?

Każde doświadczenie, po każdym meczu na pewno będzie owocowało przy następnych spotkaniach. Będziemy bardziej zgrani, będziemy wiedzieć, na co nas stać w różnych momentach, więc na pewno będzie to dla nas pomocne.

rozmawiała Monika Szymandera

Facebook Comments