Aleksander Śliwka dla s-w-o.pl: To nie my rozdajemy karty, już nie wszystko zależy od nas

Wczoraj drużyna Indykpolu AZS Olsztyn odniosła cenne zwycięstwo w ERGO ARENIE nad ekipą LOTOSU Trefla Gdańsk. O przebiegu całego spotkania, klątwie 10 minut, inwazji kibiców i powołaniu do reprezentacji Polski rozmawialiśmy z Aleksandrem Śliwką, przyjmującym akademików.

Emilia Kotarska: Ogromne gratulacje! Zdobyliście trzy cenne punkty, które w dalszym ciągu dają Wam nadzieję na najlepszą „czwórkę” fazy zasadniczej, a tym samym możliwość gry o medale…

Aleksander Śliwka: Oczywiście, nie złożymy broni do końca. Zostały nam do rozegrania dwie kolejki. Michał Żurek rozegrał świetne spotkanie (śmiech).

To chyba tak trochę po znajomości, bo stoi tuż obok 😉

Rzeczywiście (śmiech). Wracając do tematu, nie odpuścimy do ostatniej piłki. Będziemy grać na 100% swoich możliwości. Mamy nadzieję, że nam się uda. Na pewno zrobimy wszystko, żeby znaleźć się w tej upragnionej „czwórce”, chociaż zdajemy sobie sprawę, że łatwo nie będzie i że to nie zależy już tylko od nas. Mimo tego zostawimy na boisku wszystko, co mamy. Jeśli to się uda, to będzie fantastyczna sprawa.

Gdy spojrzymy na wynik meczu, to ktoś mógłby powiedzieć, że było to jednostronne spotkanie. Jednak w dwóch pierwszych setach LOTOS Trefl Gdańsk walczył jak równy z równym. Trudne to było dla Was spotkanie?

Zdecydowanie tak, LOTOS Trefl miał zarówno w pierwszym jak i drugim secie piłki setowe w górze. Mogło to skończyć się zupełnie odwrotnie i wtedy to my schodzilibyśmy na długą przerwę do szatni z deficytem 0:2, a teraz rozmawialibyśmy inaczej i w innych humorach. Cieszymy się jednak, że udało nam się te końcówki rozegrać na naszą korzyść. To ma dla nas dużą, że udaje nam się wygrywać trudne końcówki. Po długiej przerwie różnie układa się gra. Można powiedzieć, że jest to swego rodzaju loteria. To, jak wyjdzie ten początek seta, jest więc bardzo ważne. Nam dzisiaj wyszło koncertowo. Jesteśmy niezwykle zadowoleni, że to wszystko przybrało taką właśnie postać.

W tym sezonie zaczęto nawet mówić o klątwie 10 minut – kiedy to drużyna prowadząca 2:0 często przegrywa dwa kolejne sety. Was to jednak dzisiaj nie dotknęło, bo w trzeciej odsłonie ruszyliście z wysokiego „C”…

Scenariusz tego seta ułożył się dla nas bardzo dobrze. Jan Hadrava miał w tym duży swój udział. Jestem pełen podziwu dla jego gry. W pełni zasłużył na statuetkę MVP. Nie zepsuł dzisiaj żadnej zagrywki, a wiele z nich było powyżej 100 km/h. Sprawił tym samym ogromne problemy drużynie z Gdańska. Mecz, praktycznie, w każdym elemencie był perfekcyjny w jego wykonaniu. Jesteśmy mu wdzięczni. Trzeba też przyznać, że cała drużyna zagrała na swoim poziomie. Walczyliśmy o każdą piłkę. Po przerwie wyszliśmy jeszcze bardziej zmotywowani, można było zobaczyć naszą energię, waleczność i ten błysk w oku. W trzecim secie to już więc inaczej skończyć się nie mogło. Wydaje mi się, że końcówki pierwszych dwóch setów ustawiły mecz.

Wróćmy na chwilę jeszcze do drugiej partii, kiedy to przegrywaliście już pięcioma punktami (7:2), a potem zrobiło się 11:10. W takich chwilach myśli się o wyniku, czy raczej gra się na tzw. „automacie”?

Myślę, że w tym trudnym momencie udało nam się przekierować myśli na to, żeby utrzymać koncentrację i skupić się na celu, jakim było zwycięstwo w tym secie i spokojnie punkt po punkcie do tego dążyliśmy. Ciężko pracowaliśmy przy każdej piłce. Doszliśmy w końcu przeciwnika i wygraliśmy tę partię, chociaż początek był trudny. Ma to dla nas dodatkową wartość, że po słabszym początku seta, dochodzimy do swojej dobrej gry. To buduje nasze morale.

Nie da się ukryć, że macie trudniejszy terminarz w tych dwóch ostatnich kolejkach w porównaniu do Skry czy Jastrzębskiego Węgla – drużyn, które są przed Wami w tabeli (PGE Skra Bełchatów ma obecnie 63 pkt, a Jastrzębski Węgiel 62 pkt, Indykpol AZS Olsztyn – 59 pkt – przyp.red.). Jednak nawet poprzedni sezon pokazał, że tak naprawdę jeden set może zaważyć na dalszych losach rywalizacji…

Zgadzam się z tym w 100%. Tak jak wcześniej powiedziałem, będziemy walczyć do końca. Nie odpuścimy żadnej piłki. Wiemy jednak, że nie wszystko zależy już tylko od nas, nie my rozdajemy karty, tylko Jastrzębie i Skra. My mamy jeszcze matematyczne szanse, ale wiadomo jak jest. Jedyne co mogę powiedzieć, to że nie odpuścimy i damy z siebie wszystko. Jeśli uda nam się wskoczyć do „czwórki”, mimo gorszego terminarza i mniejszej ilości punktów na ten moment, to będziemy później wspominać to przez wiele lat.

Czuliście dzisiaj wsparcie swoich kibiców, którzy zorganizowali prawdziwą inwazję na Gdańsk?

Tak, oczywiście. Chciałbym im podziękować bardzo gorąco, że przybyli tak licznie do ERGO ARENY i zdominowali doping na hali. To było wspaniałe przeżycie. Po meczu podeszliśmy do nich tam na górę. Jestem im niezmiernie wdzięczny i zszokowany tym, co się stało, bo naprawdę dali dzisiaj czadu. Zapamiętam ten mecz na długo.

W ostatnim czasie trener reprezentacji Polski, Ferdinando de Giorgi, ogłosił szeroki skład kadry. Znalazłeś uznanie w oczach szkoleniowca. To duże wyróżnienie dla tak młodego zawodnika?

Jest to ogromne wyróżnienie i bardzo się z tego cieszę. Skupiam się jednak na razie na mojej pracy w klubie. Podchodzę do tego ze spokojem. Chcę po prostu cały czas pracować nad sobą, bo wiem, że mam jeszcze wiele elementów siatkarskich do popraw. To jest mój cel, żeby pracować nad sobą jako zawodnikiem i człowiekiem.

w sobotę w ERGO ARENIE rozmawiała Emilia Kotarska

 

Facebook Comments